Info:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi zwirek z miasteczka Lublin/Głowaczów. Mam przejechane 25037.33 kilometrów w tym 2128.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.82 km/h.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Poprzednie lata:

2010:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny:

Wykres roczny blog rowerowy zwirek.bikestats.pl

Jakiśtam licznik:

Dane wyjazdu:

60.85 km 0.00 km teren
01:59 h 30.68 km/h:
Maks. pr.:55.00 km/h
Temperatura:
HR max:180 ( 90%)
HR avg:139 ( 70%)
Podjazdy:157 m
Kalorie: 1277 kcal

10.08.2012

Piątek, 10 sierpnia 2012 · dodano: 17.08.2012 | Komentarze 0

Na pobudzenie przed niedzielnym ściganiem, po tygodniu obijania.
Kategoria >50, Solo


Dane wyjazdu:

48.32 km 0.00 km teren
01:34 h 30.84 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max:184 ( 92%)
HR avg:137 ( 69%)
Podjazdy:132 m
Kalorie: 1010 kcal

08.08.2012

Środa, 8 sierpnia 2012 · dodano: 08.08.2012 | Komentarze 0

Ogólnie to jakoś dziwnie. Miałem sobie zrobić jakiś mocniejszy trening, ale po pracy wpadłem na chatę i położyłem się na chwilę do łóżka wyklikać coś tam na telefonie i.. zasnąłem. Obudziłem się trochę przed 18 i już wiedziałem, że będzie ciężko się zebrać. Po milionie dylematów wylazłem na dwór z zamysłem pojechania do Dysa, ale przeszło mi po kilkuset metrach. Noga jak z waty, a tętno w dziwnym dołku, do tego czułem się jakbym ciągle spał. No to się pokręciłem na spokojnie przez półtorej godziny. Nie udało się odnaleźć drogi (zaznaczonej na bikemapie) z radawca do radawczyków, ale pozwiedzałem sobie okolice :-P
Kategoria <50, Solo


Dane wyjazdu:

23.07 km 15.00 km teren
01:09 h 20.06 km/h:
Maks. pr.:35.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:147 ( 74%)
HR avg:121 ( 61%)
Podjazdy:232 m
Kalorie: 578 kcal

06.08.2012

Poniedziałek, 6 sierpnia 2012 · dodano: 06.08.2012 | Komentarze 0

Relaksik, na dworze parno, gorąco, a do tego dziki wiatr i chmury zwiastujące jakąś ulewę. Krótko i spokojnie, na rozkręcenie nogi.
Kategoria <50, Solo


Dane wyjazdu:

38.12 km 33.00 km teren
01:45 h 21.78 km/h:
Maks. pr.:53.00 km/h
Temperatura:29.0
HR max:187 ( 94%)
HR avg:172 ( 86%)
Podjazdy:564 m
Kalorie: 1584 kcal

05.07.2012 Maraton Szczebrzeszyn

Niedziela, 5 sierpnia 2012 · dodano: 05.08.2012 | Komentarze 2

Wczoraj o 22 odebrałem wiadomość od Przemo, że może zabrać mnie na Ogóra do Szczebrzeszyna, dobra chwila zastanowienia, bo po 150km to wiedziałem, że w nodze będzie ładna bomba, no ale jako, że start za friko, to tylko dojazd pociągnie po kieszeni i w sumie można zaryzykować, a w razie padaki przejechać 4fun. No to pobudka dzisiaj o 6.15, ogarniawka, ugotowana turboowsianka i 0 8.30 wyjeżdżamy. W drodze w aucie dobra atmosfera, pełen relaks i widać, że nie ma napiny na wynik, nawet u mnie :-P, a na miejsce dojeżdżamy ze sporym zapasem. Szybkie dopchanie się jakimś rogalikiem i rejestracja i stajemy na starcie. Nieudany wystrzał pistoletu, ale ruszamy. Pilnuję czołówki z Kermitem, Czaplą, Gelem, a zaraz obok mnie mam Dawida. Na początek wyczesana góra, na którejś jakiś nieznajomy zaczyna narzucać tempo, trzymamy koło i po chwili delikwent zwalnia, ale nie ma komu gonić i ciągle trzymamy się całą wielką grupą. Potem zjazd szybkim wąwozem i już zostajemy w trzech z Grzśkiem i Tomkiem, ale na kole czuć oddech Gela. Potem przestrzelony minimalnie zakręt i Tomek odjeżdża na kilkadziesiąt metrów, a grupka zwiększa się o zawodników BSK i Gela. Tak kontynuujemy próbując najść Tomka, który jest jednak bezkonkurencyjny na zjazdach i po jakimś czasie odjeżdża nam na tyle, że, przynajmniej ja, tracę go z pola widzenia. Po szybkim zjeździe po polu, przestrzelam znaczek ze skrętem w lewo i cała grupa jedzie za mną, robimy krótki podjazd i zjazd i orientujemy się, że jest jakaś lipa, wracamy tracąc dobre kilka minut, przed nami pojawiają się inni zawodnicy, których kolejno wyprzedzamy. Po całkiem sztywnym i trzymającym podjeździe zostaję sam z kolegą z Miodu jedziemy mocno do przodu dając sobie zmiany i wzajemnie się wspierając, w końcu dochodzimy do kolejnego zawodnika z BSK i zaczyna się dłuugi zjazd polną drogą z taką ilością kurzu, że czasem czułem się jakbym jechał w szklance mleka, bez wyolbrzymiania. Tutaj zaczynam tracić i niestety brakuje mi "jaj" na zjeżdżanie w tempie 40+ totalnie nie widząc po czym jadę, tym bardziej, że na poprzednim zjeździe ledwo wybrałem dół na pół koła i nie wiedziałem jakie podobne niespodzianki mogą mnie jeszcze czekać. Na końcu zjazdu dochodzę znowu do zawodnika z BSK, ale nie tego z którym wcześniej jechałem, mijam go i przestrzelam kolejny zakręt, ale szybko się orientuję, wracam i odrabiam straty pod górę, kolejny raz mijając tego samego kolegę. Jadę do przodu, mija mnie koleś na stalowym Giancie, bez amora, ba nawet nie wiem czy miał SPDy, a pod te górę popruł jak zwariowany, nie było opcji na siądnięcie w koło, szacuneczek (nie jestem tylko pewien czy nie jechał czasem krótszego dystansu). Na horyzoncie pojawia mi się następna osoba i decyduję się gonić za wszelką cenę. Wyprzedzam na pełnym gazie i kolega nie łapie się na moje plecy, niestety zostaję zmylony przez kolejną jadącą przede mną osobę, która skręca w lewo, jadę tak samo i orientuję się, że znowu się pomyliłem. Wracam, koleś któego minąłem jest już nie do dogonienia, a dodatkowo przed nosem na niezłym gazie przelatuje mi Kermit z gościem z Miodu. Gonię w trupa, bo wiem, że już blisko do mety. Mijam chłopaków na pełnej prędkości i zaczynam zjazd do mety. Skręcam nie w tą krzyżówkę co trzeba, wracam, zjeżdżam dalej, na szczęście Grzesiek i Miód nie zdążyli mnie kolejny raz wyprzedzić. Na metę wjeżdżam 5ty, padaka, ale cieszy mnie fakt, że Przemek był trzeci. Do tego zostaję powitany przez Brania perłą prosto z lodówki, która już w ogóle poprawia mój nastrój znikając w dosłownie kilka minut :-D Potem rozdanie nagród (za pierwsze miejsce wycieczka do Lwowa :o :o :O) pogadane, biesiada przy wyczesanym bigosie i z powrotem do domu.

Wnioski - nie zawsze warto się spieszyć. :-P

Trasa - kurcze ostatnie ogórki strasznie mnie pozytywnie zaskakują - było trochę sztywniejszych hopek, wszędobylski kurz dawał się mocno we znaki, do tego bardzo długie zjazdy w wąwozach i prawie zero asfaltów - miodzio, pełna satysfakcja, szczególnie, że za darmo.

Aaa i pomimo czarnego kota, który przebiegł nam drogę jak jechaliśmy na wyścig udało się wreszcie przełamać złą passę i nie złapać kapciocha, bomba! :-D

Edzia:
Jeszcze zapomniałem dodać informacji o jakże zaciętym finiszu z Grzegorzem, który udało mi się wygrać o "pół roweru", i to pewnie tylko dlatego, żę (tutaj można sobie dopisać jeszcze trochę fikcji).. Szkoda tylko, że dopadła mnie amnezja i dowiedziałem się o całym zajściu dopiero z bloga Grzesia :-D
Kategoria <50, Maraton, Zawody


Dane wyjazdu:

151.76 km 0.00 km teren
05:05 h 29.85 km/h:
Maks. pr.:69.00 km/h
Temperatura:
HR max:170 ( 85%)
HR avg:134 ( 67%)
Podjazdy:700 m
Kalorie: 3172 kcal

04.08.2012

Sobota, 4 sierpnia 2012 · dodano: 04.08.2012 | Komentarze 0

Tydzień temu Mikołaj na weekendzie zakminił, że, jako, że nie ma żadnych fajnych wyścigów, to można by w tym tygodniu sieknąć jakiś dłuższy spokojny trening. Proponował południowe okolice i tak też wybraliśmy. Pojechane na Batorz, potem Modliborzyce i przez Szastarkę i Zakrzówek do domu. GPS w telefonie coś mi przyświrował i nawet na endomondo pokazuje mi tylko drogę do Bychawy, więc nie wiem ile tam przewyższeń wyszło (dane z bikemapa), ale po drodze było kilka fajnych hopek. Na starcie pogoda nas nie rozpieszczała i zapowiadało się na deszcz, mgliście dookoła i bardzo ciężkie powietrze nie ułatwiało jazdy, ale tętno jakoś mi nie szalało, oscylowało wręcz dziwnie nisko i spokojnie. Całą drogę równym tempem, zgubiliśmy się tylko raz w sumie, ale to po popasie w Modliborzycach, więc jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Pokropiło tylko przez chwilę, poza tym przyjemne słoneczko i nie za wysoka temperatura. Asfalty w tamtych okolicach - takie sobie. Raz dziury, że mało mi sztuczna szczęka nie wypadła, a raz gdzieś na zadupiu pośród pól piękny nowiutki unijny asfalcik.
Kategoria >100, >150, Składem


Dane wyjazdu:

105.07 km 0.00 km teren
03:28 h 30.31 km/h:
Maks. pr.:71.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:177 ( 89%)
HR avg:138 ( 69%)
Podjazdy:411 m
Kalorie: 2263 kcal

02.08.2012

Czwartek, 2 sierpnia 2012 · dodano: 02.08.2012 | Komentarze 0

Solo na spokojnie. Wiało nieprzyjemnie, do tego jakoś tak duszno i w ogóle padaka, czuć w nodze wczorajszą jazdę. Po 70km w sumie miałem dość, ale ostatecznie jakoś zmusiłem się na dojechanie do tej paki. Myślałem, że może gdzieś po drodze złapię Pana Kadencję i Ifsona, ale jakoś nie udało się ich trafić, chociaż w sumie wiedziałem gdzie jadą. Na drodze Sieprawice->Jastków ciekawy incydent, bo wyjechał mi przed nos z budowy obwodnicy wywrotką i puścił mi strzałę w prawo, żebym go sobie wyprzedził, chociaż wcale mi się nie chciało :-P Ale jak już puścił to zacząłem go łykać, a tu z za zakrętu fura, on po heblach, ja tyż, w końcu schowałem się za niego, chyba na przeproszenie mrygnął mi awaryjkami i zaraz znowu prawy migacz i zwalnia i mnie puszcza :o lol pierwszy raz z czymś takim się spotkałem :-D W ogóle dzisiaj jakoś mili kierowcy się mi trafiali, w Garbowie na skrzyżowaniu też mnie babka wpuściła za tira, tak, że sobie mogłem kawałeczek poklapić (stąd również wziął się vmax).
Kategoria >100, >50, Solo


Dane wyjazdu:

78.48 km 0.00 km teren
02:28 h 31.82 km/h:
Maks. pr.:59.00 km/h
Temperatura:27.0
HR max:187 ( 94%)
HR avg:151 ( 76%)
Podjazdy:151 m
Kalorie: 1833 kcal

01.08.2012

Środa, 1 sierpnia 2012 · dodano: 01.08.2012 | Komentarze 0

Takie tam kręcenie niby-interwałów. Czułem się wypoczęty, chociaż ostatnie dwie noce jakoś tak znowu krócej spałem, więc nie było przeciwwskazań żeby się trochę przekatować. Mimo tego tętno zbetoniałe już od samego początku, do tego wiało mi przez pierwsze trzy prosto w plecy w związku z czym wkręcanie się na obroty nie szło jakoś gładko, potem dwa pod wiatr, na ostatnim już myślałem, że nie rozkręcę tyle co ma być, ale jakoś się dogiąłem i poszło. Niby zrobione wszystko, ale jakoś tak w porównaniu do zeszłego tygodnia mniej satysfakcjonująco.
Kategoria >50, Solo


Dane wyjazdu:

31.01 km 15.00 km teren
01:33 h 20.01 km/h:
Maks. pr.:36.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max:162 ( 81%)
HR avg:131 ( 66%)
Podjazdy:286 m
Kalorie: 916 kcal

30.07.2012

Poniedziałek, 30 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Total lajt na odmulenie nogi. SG, zalew, dąbrowa. Po drodze spotkałem Karolę i Kolę, zamienione kilka słów. Na koniec na koło wskoczyło mi dwóch trzepów i piszczeli mi łańcuchami od zalewu aż do JP, ale stwierdziłem, że ani nie chce mi się zatrzymywać, ani cisnąć i olałem..
Kategoria Solo, <50


Dane wyjazdu:

24.76 km 0.00 km teren
00:38 h 39.09 km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:186 ( 93%)
Podjazdy: m
Kalorie: 658 kcal

29.07.2012 V Ogólnopolski wyścig kolarski „O puchar wójta gminy Jabłoń”

Niedziela, 29 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Wstałem rano o 6tej.. w nodze bomba, że ledwo podniosłem się z łóżka, do tego w nocy znowu rumba pod kołderką przez ten zasrany upał i gówniary drące mordę pod blokiem o 4tej nad ranem, jakbym miał kwiatki to bym rzucał donicami.. Do tego szykując sobie śniadanie zorientowałem się, że mój kilkudniowy kawałek chleba obrósł w jakieś dziwne zielone futro i wyskakuje o własnych nogach z otwieranego chlebaka zaczynając w pośpiechu uciekać.. Dobrze że mnie w rękę nie ugryzł, taki już był dziki. No to śniadanka nie było. Z Sebą ustawiłem się o 9tej, więc z zakupami w niedzielę do tej pory też nie poszalałem. Na szczęście mieliśmy spory zapas czasu i po zabraniu Przemo zatrzymaliśmy się na biesiadę w Lubartowskim Lidlu. Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb wsiedliśmy do turboskody i dalej w drogę. Na miejscu nie było tłumów, ale organizatorzy kolejny raz poszli po bandzie i przygotowali dla "niezrzeszonych" wyczesany dystans 25km, czyli jedna pętelka. No cóż, z betonem się nie wygra i niestety musieliśmy razem z Sebastianem i Bartkiem pogodzić się z tym, że przyjechaliśmy na zwyczajny sprincik. Z drugiej strony dla mojej zmęczonej (mimo oszczędzania poprzedniego dnia) nogi był to jakiś plus.. Czekając na start, w pełnym słońcu, zatapiałem się w asfalt i w sumie trochę bałem się, że zapadnę się na tyle, że nie uda się ruszyć po komendzie, a peletonik odjedzie mi już na samym początku. Na szczęście ogarnąłem się na "Trzy" i przestawiłem stopę i rower tak, żeby móc szybko ruszyć :-P Poskutkowało to tym, że dziwnym trafem znalazłem się z Bartkiem na czubie grupki i próbowałem się schować do tyłu, ale nie było żadnych chętnych do wyjechania i tak jechaliśmy sobie jakiś kawałek. Nagle zza pleców wyrwał nam jakiś typo, w grupie konsternacja, znowu nikomu nie chciało się kasować, ale koleżka zawisnął kilka metrów przed nami i zaraz zaczęliśmy go nachodzić. Udało mi się skitrać w drugi rząd, tuż za Sebastianem, który jak tylko doszliśmy "uciekiniera" poszedł w atak. Idealnie wyczuło mi się jego intencje i zaraz udało mi się do niego doskoczyć, po chwili dałem mocną, ale krótką zmianę, peletonik nas nie gonił i do koła doskoczył jeszcze Bartek, koleżka w ciuchach Danielo(Bartosz Myć) i jakaś dziewczyna. Poszliśmy co było pod noga po jednej zmianie i z grupki odpadł Anemia i koleżanka. W grupie nie wywołało to jakiegoś popłochu i na jakiś kawałek zawiśliśmy kilkadziesiąt metrów przed peletonikiem. Po kolejnej zmianie udało nam się trochę oddalić i tak, za jakiś czas totalnie odjechaliśmy. Wiało niesprzyjająco i po którejś z kolei zmianie, tempa niestety nie wytrzymał Sebastian, zostałem solo z Bartoszem i tak kontynuowaliśmy do ostatnich metrów. Co zakręt modliłem się, żeby nie strzeliło mu do głowy uciekać solo i żeby mnie nie zostawił, bo w tych warunkach i z dość zmęczoną nogą spodziewałem się rychłego najścia przez grupę, a wtedy było by już pozamiatane. Na szczęście współpraca układała się nam pozytywnie i wszystko rozegrało się na ostatnich 200m. Niestety zabrakło mi doświadczenia i mocnego kopa. Finisz lekko pod górkę i pod wiatr zweryfikował to, komu zostało więcej siły - musiałem uznać wyższość kolegi i ostatecznie skończyłem na drugiej pozycji. Mimo wszystko bardzo przyjemnie było wystartować znowu na szosie, spotkać się ze znajomymi i zrobić "pro" na ogórze :-P

No i co tu gadać - otrzymałem dość wyjątkowe trofeum!



Dane wyjazdu:

49.58 km 35.00 km teren
02:20 h 21.25 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy:500 m
Kalorie: 2299 kcal

28.07.2012 II Maraton Rowerowy Stykiem Granic

Sobota, 28 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

W sumie w ostatniej chwili zdecydowałem się na start i udało mi się trochę na przypał wpakować do mocno zapełnionego już auta Mikołaja :-P Na miejscu sympatyczna atmosfera, dużo znajomych twarzy, poza ekipą od nas przyjechali jeszcze Mejdeje, BSK no i Chrupki. Najpierw start honorowy po którym miał być niby start ostry z zatrzymania, ale dwóch typów z BSK tak wyrwało, że nie stanęli na kresce i org powiedział, żeby jechać. Wjechaliśmy do lasu na single-tracka wzdłuż piaszczystej drogi. Uformował się ładny wężyk i wylądowałem za Węgorem w miarę w czubie. Po jakimś kilometrze przeskok na drugą stronę drogi i Węgor staje mi przed kołem w piachu po jajka więc złażę i przebiegam. Za chwilę wyprzedzam Bartka i gonię grupkę, która zdążyła już zrobić trochę dystansu. Dochodzę, ale znowu wpadamy na drogę z kopnym piachem, zaczyna się tasowanie - kogoś tam wyprzedzam, ale i z tyłu nachodzą mnie ludzie, w pewnym momencie słyszę za sobą Kermita pytającego spokojnym głosem czy uważam, że jest ciężko.. No comment, hehe :-P Po jakimś czasie i kolejnych przetasowaniach w coraz to bardziej przesranym piachu wyprzedzam Gutka seniora, a Kermit gdzieś tam ginie. niestety pierwsza grupa jest już poza moim zasięgiem. Do tego mocno kaleczę ręce o jakiś kolczasty busz, przez który się przedzieram, żeby tylko nie cisnąć znowu przez pustynię. Dojeżdżam do miejsca, gdzie strzałka pokazuje kierunek w lewo, ale nie ma jak tam skręcić, wszędzie tylko krzaki, w końcu znajduję jakiegoś singla i z gościem z BSK skręcamy. Przejechaliśmy z 300m po czym stwierdziliśmy, że chyba lipa i się pogubiliśmy, wracamy na trasę, a tam pojawia się już Grzesiek. kontynnuujemy w trójkę. W końcu na sekcji przebiegającej po jakimś polu znowu odjeżdżam od chłopaków i jadę solo, ale nie za daleko. Nie minęło kilka minut, a czuję, że lecę już na połowie powietrza a tyłu i sytuacja wcale się nie utrzymuje. Zaczynam się totalnie wlec już na praktycznie pustej dętce, licząc że najdą mnie chłopaki z pompką na prestę i uda mi się podpompować i jechać dalej na wolno puszczającej dziurze. W końcu pojawia się Kermit i BSK, Grzesiek rzuca pompkę, ale niestety dziura jest na tyle duża, że pompowanie nie zdaje się na wiele. Przejeżdżam może ze 300 metrów i muszę stanąć i zmieniać dętkę. Na szczęście wyjątkowo zabrałem ze sobą zapas i nawet pompkę pod auto! :-D Stoję w lesie ociekający potem, zjadany przez okoliczne zmutowane robactwo i o dziwo nikt mnie nie mija, nagle, z naprzeciwka wyłania się Gutek i pyta czy na pewno tędy jest trasa - jako, że nie miałem pewności to pogoniłem go żeby się wracał. Niestety moja magiczna pompka nie chce działać. Zrezygnowany i wkurwiony na maksa zacząłem więc wracać z buta licząc, że może uda się od kogoś wyżebrać pompkę, albo dętkę pod prestę. Po kilku minutach zza krzaków wyłania się Pat z koleżanką z OBSTA, niestety nie ma pompki pod auto, a o dętkę nie chciałem prosić, bo wiedziałem, że leci na 1 miejsce i w razie czego może jej być szybko potrzebna. Staję i znowu próbuję pompować swoją - jakimś cudem tym razem z powodzeniem. Nabijam ile się da i zaczynam jechać spokojnie do przodu, w sumie przekonany o tym, że i tak wszelkie możliwe miejsca mi przeleciały przed nosem. Po kilkunastu minutach dochodzę do Pat i bardzo kulturalnie instruuję ją jak jechać po głębokim piachu, dodatkowo motywując ją ściemą, że koleżanka z OBSTA siedzi jej już znowu prawie na kole :-P Usłyszałem tylko kilka wrzutów i nakaz jazdy już sobie, żeby nie wkurwiać dalej :-D no to pojechałem, a w sumie chciałem jej potowarzyszyć do końca i podopingować.. Jadąc na maksa spokojnie i kminiąc co będę robił w niedzielę zaczynam mijać kolejnych zawodników, szczególnie, że po wjeździe na pętle mam do czynienia z megałatwymi technicznie, ale za to dość długimi i stromymi hopkami. Kawałek dalej, na leśnej autostradzie dostrzegam w oddali czerwony punkcik, który wydał mi się Mikołajem. Podkręcam więc tempo i po jakimś czasie doganiam go. Na drugą pętlę wjeżdżamy już razem i do końca wyścigu jedziemy sobie na luzie rozmawiając. Na mecie czeka na nas już Kermit i Darek plus jeszcze kilka osób. Raczej nie nastawiając się na jakieś cuda czekam na koronację Darka i zmagam się z potwornym bólem głowy. Tymczasem podczas dekoracji wymienione zostaje moje nazwisko i okazuje się, że zająłem 3cie miejsce w mundurówce i 15 open. L-O-L chyba musiało nie być konkurencji, ale dobre i to :-P

Co do samej trasy i organizacji:
-głównym rywalem był upał i wszędzie obecny kopny piasek
-teren z potencjałem na super imprezę, jeden zjazd na pętli dosłownie zajebisty, mocno telepiący, pełen wystających kamieni itp., normalnie ślr mi się przypomniał ;-) Do tego przejazd po "grani" w lesie - bajeczny i zapadający w pamięć
-trasa była dobrze oznaczona, może poza miejscem, gdzie zgubiłem się pierwszy raz, za drugim razem, to była wina mojej nieuwagi
-gastro na mecie eleganckie - jakaś zupa, domowa kiełba z grilla i pełno biedronkowych dodatków
-sympatyczni ludzie i świetna atmosfera.
Oby więcej takich ogórków! ;-)

Kategoria <50, Zawody, Maraton