Info:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi zwirek z miasteczka Lublin/Głowaczów. Mam przejechane 25037.33 kilometrów w tym 2128.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.82 km/h.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Poprzednie lata:

2010:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny:

Wykres roczny blog rowerowy zwirek.bikestats.pl

Jakiśtam licznik:

Wpisy archiwalne w kategorii

Zawody

Dystans całkowity:1208.19 km (w terenie 694.01 km; 57.44%)
Czas w ruchu:52:18
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:64.00 km/h
Suma podjazdów:6145 m
Maks. tętno maksymalne:203 (102 %)
Maks. tętno średnie:188 (94 %)
Suma kalorii:48314 kcal
Liczba aktywności:36
Średnio na aktywność:33.56 km i 1h 29m
Więcej statystyk

Dane wyjazdu:

29.53 km 24.00 km teren
01:09 h 25.68 km/h:
Maks. pr.:40.00 km/h
Temperatura:
HR max:189 ( 95%)
HR avg:182 ( 91%)
Podjazdy: m
Kalorie: 50 kcal

25.08.2012 III Maraton Rowerowy Stykiem Granic

Sobota, 25 sierpnia 2012 · dodano: 02.09.2012 | Komentarze 0

Kontynuując ogórkową passę razem z Darkiem wybraliśmy się na kolejną edycję Maratonów organizowanych przez IPA. W pierwszej wersji trasa miała mieć długość jedynie 29km, ale dzień czy dwa przed poszedł cynk, że będzie około 45km i początkowe wątpliwości czy w ogóle wybierać się taki kawał od domu zostały rozwiane. Droga na wyścig w komfortowych warunkach, ale z lekką lipą, bo w aucie padło turbo i "wlekliśmy się" aby 110kmph, a ja stresowałem się czy jeszcze coś się nie rozwali i nie utkniemy na jakiejś dziurze :-P Dojechaliśmy dość późno i trzeba było szybko się ogarniać przed startem, który jednak jak zwykle się przeciągnął. Na starcie, oprócz mnie i Darka, zawodnicy chełmskich Chrupków razem z Wojtkiem (który ostatnio ciągle stawał wyżej ode mnie na pudle) oraz Bartosz poznany na szosie w Jabłoniu i jego kumpel. No to mimo wszystko zapowiadało się dość intensywnie.. Pierwsze kilometry po jakimś bruku, pojechaliśmy raczej leniwie i bez szarpania. Potem zaczął się lekki szuterek z dziurami i tam zostaliśmy już chyba w 5 albo 6ciu, bardzo zdziwiła mnie mocna postawa Wojtka (chyba go trochę nie doceniałem), który długo trzymał się w grupie i dopiero po kilkunastu km, po wjeździe w nieco cięższe wertepy z trawami, odpadł z grupy. Trzymaliśmy się więc we trzech za coraz szybciej jadącym Darkiem. W którymś momencie wjechaliśmy w jakiś kopny piach, po którym Darek przejechał w mgnieniu oka, a ja oczywiście utknąłem na dłużej. Zostałem już tylko z Bartoszem i Darkiem widocznym gdzieś na horyzoncie. Chwilę później, pomimo dobrze oznaczonej trasy nie zwracam uwagi gdzie pojechał Darek i na strzałce prosto wjeżdżam w bramę jakiegoś gospodarstwa, nie zauważając singla wiodącego tuż obok płotu. A na podwórku czeka już na mnie gospodarz z gigantycznym wkurwionym psem, próbuję przebić się przez placyk na przestrzał, ale brama zamknięta i się nie da. Pies ujada, lata mi koło nogi, a ja drę mordę na gospodarza, że "Co to ma być, wyścig puścili Ci przez podwórko, a Ty psa spuszczasz, bramę zamykasz??" Na szczęście Pan miał nerwy ze stali i grzecznie wytłumaczył mi, że powinienem jechać dookoła gospodarstwa. Z tego miejsca nisko się kłaniam i przepraszam za moje buractwo, że nie dość, że na dywany w butach to jeszcze z gębą :-P Niestety po powrocie na właściwą drogę tuż za sobą widzę znów Wojtka, wyprzedza nas też kolega Bartosza, którego jednak szybko przechodzimy. Darka na horyzoncie nie ma i następne kilometry jadę razem z Bartoszem, heh rekonesans z Jabłonia ;) Na jakimś 30 km Bartosz daje gazu i odjeżdża, nie mam ani siły ani chęci za nim gonić, szczególnie, że wiem, że nie jest w mojej kategorii a i na wyścig kolejnego dnia należało by się oszczędzać. Ostatecznie dojeżdżam do mety trzeci open, drugi w kategorii, tracąc około 2 minut do Darka.

Kategoria <50, Maraton, Zawody


Dane wyjazdu:

34.80 km 0.00 km teren
00:51 h 40.94 km/h:
Maks. pr.:49.00 km/h
Temperatura:
HR max:191 ( 96%)
HR avg:169 ( 85%)
Podjazdy: m
Kalorie: 744 kcal

19.08.2012 Drużynowa jazda na czas w Hrubieszowie

Niedziela, 19 sierpnia 2012 · dodano: 21.08.2012 | Komentarze 0

Pierwszy start w drużynowej czasówce. Pojechaliśmy w sumie totalnie na przypał, bo zupełnie bez żadnego wspólnego trenowania, do tego Bartek bez lemondki i Przemo z jednym niewpinającym się pedałem (zepsuł się na 10 minut przed startem). Start znowu na spokojnie i bez gazu, w pierwszą stronę jechało się nam bardzo dobrze, wszyscy dawali równe zmiany, Przemek starał się zrobić co mógł, ale jakoś koło 16km odpuścił, co w sumie mieliśmy wkalkulowane w "strategię". W drugą stronę było już trochę gorzej - dość mocny, przeszkadzający wiatr sprawił, że momentami nie mieliśmy nogi jechać wystarczająco szybko i cała robota zrobiona w poprzednim kierunku poszła do śmieci. Mimo wszystko trzeba powiedzieć, że jak na totalne nieprzygotowanie i brak wspólnej jazdy daliśmy z siebie wszystko, a uzyskany przez nas czas można uznać za satysfakcjonujący.
DST: 34,8km
Czas: 50m 46s
AVG: 41,12kmph
Zawody ukończyliśmy na piątym miejscu.
Kategoria <50, Zawody, Składem, TTT


Dane wyjazdu:

17.40 km 0.00 km teren
00:25 h 41.76 km/h:
Maks. pr.:48.00 km/h
Temperatura:
HR max:193 ( 97%)
HR avg:184 ( 92%)
Podjazdy: m
Kalorie: 411 kcal

18.08.2012 Jazda na czas w Hrubieszowie

Sobota, 18 sierpnia 2012 · dodano: 20.08.2012 | Komentarze 0

Ostatnie dwa tygodnie przed czasówką mocno przeleżane, trochę ze względu na pogodowego lenia, potem choroba no i jakoś tak poszło, bez mocniejszych treningów, za to z dużą ilością biwakowania ;-P Na wyścig jakoś specjalnie się nie szykowałem, co prawda w głowie lekkie ciśnienie, żeby jakoś pojechać na to pudło, a nie zakończyć kolejny raz na czwartym miejscu, ale świadomość, że ukończenie na 3cim miejscu generalki może być spowodowane wyłącznie czyjąś kontuzją, awarią, albo innym losowym zdarzeniem jakoś mnie nie motywowała. Mimo wszystko w piątek wieczorem przeczytałem wszystko co znalazłem na temat strategii jazdy w itt i postanowiłem zastosować to za wszelką cenę. W dniu startu noga całkiem świeża, wata w nosie na odetkanie, bo tak to zawsze mocno zasmarkany jadę, rozgrzewka dłuższa niż sam wyścig i 100% skupienia, normalnie jakby jakieś zen, nie myślałem wreszcie o niczym innym i tylko rozkmina jak to pojechać, żeby było dobrze. Seba jechał jako 1, ja 48, więc zdążył wrócić i tak dla picu pożyczyłem sobie od niego stożek na przód - opona w stanie o niebo lepszym niż moja, do tego samo koło sporo lżejsze więc teoretycznie powinno być lepiej. 3,2,1 i start. Początek jak poprzednim razem - z górki i jakoś zawiewało lekko w plecy, więc jak już się położyłem to na liczniku miałem 46, ale nauczony poprzednim startem spuściłem z tonu i nie dałem ponieść się emocjom. Pierwsza hopka zrobiona na luzie i potem mocne rozkręcenie. Na 10km drugi pagórek poprzedzony "szykaną" na której wiatr mocno mnie spowolnił, skutkiem czego wjechałem na górę trzymając jakoś 34kmph, ale z nogą w przyzwoitym stanie i dość szybko udało mi się znowu rozkręcić. Do końca już bardzo mocno, tym bardziej, że na horyzoncie pojawił się Matys i miałem za kim gonić. Ostatecznie doszedłem go na ostatnim kilometrze zaginając się w trupa, tak jak pisało w poradnikach i jak kiedyś radził mi Sebastian.

Czas: 24m40s
Dst: 17,4km
Avg: 42,32kmph

Trzecie miejsce w kategorii 0, zabrakło mi ~1,5s do Sebastiana, a po piętach depnęli mi Sowa i Felek z Erkado. O wyrównanym poziomie naszej czwórki może chyba świadczyć to, że wszyscy zmieściliśmy się w pięciosekundowym odcinku czasu, więc śmiało mogę powiedzieć, że ten wynik bardzo mnie satysfakcjonuje i sprawia mi wiele szczęścia :-) Dodatkowo fakt, że pomimo gorszych warunków pogodowych (dość odczuwalny boczny wiatr) udało się poprawić czas z wiosny o ponad 35s i o ponad minutę czas z trzeciej edycji również jest bardzo motywujący :-P

Na koniec puchar:

Kategoria <50, ITT, Solo, Zawody


Dane wyjazdu:

38.12 km 33.00 km teren
01:45 h 21.78 km/h:
Maks. pr.:53.00 km/h
Temperatura:29.0
HR max:187 ( 94%)
HR avg:172 ( 86%)
Podjazdy:564 m
Kalorie: 1584 kcal

05.07.2012 Maraton Szczebrzeszyn

Niedziela, 5 sierpnia 2012 · dodano: 05.08.2012 | Komentarze 2

Wczoraj o 22 odebrałem wiadomość od Przemo, że może zabrać mnie na Ogóra do Szczebrzeszyna, dobra chwila zastanowienia, bo po 150km to wiedziałem, że w nodze będzie ładna bomba, no ale jako, że start za friko, to tylko dojazd pociągnie po kieszeni i w sumie można zaryzykować, a w razie padaki przejechać 4fun. No to pobudka dzisiaj o 6.15, ogarniawka, ugotowana turboowsianka i 0 8.30 wyjeżdżamy. W drodze w aucie dobra atmosfera, pełen relaks i widać, że nie ma napiny na wynik, nawet u mnie :-P, a na miejsce dojeżdżamy ze sporym zapasem. Szybkie dopchanie się jakimś rogalikiem i rejestracja i stajemy na starcie. Nieudany wystrzał pistoletu, ale ruszamy. Pilnuję czołówki z Kermitem, Czaplą, Gelem, a zaraz obok mnie mam Dawida. Na początek wyczesana góra, na którejś jakiś nieznajomy zaczyna narzucać tempo, trzymamy koło i po chwili delikwent zwalnia, ale nie ma komu gonić i ciągle trzymamy się całą wielką grupą. Potem zjazd szybkim wąwozem i już zostajemy w trzech z Grzśkiem i Tomkiem, ale na kole czuć oddech Gela. Potem przestrzelony minimalnie zakręt i Tomek odjeżdża na kilkadziesiąt metrów, a grupka zwiększa się o zawodników BSK i Gela. Tak kontynuujemy próbując najść Tomka, który jest jednak bezkonkurencyjny na zjazdach i po jakimś czasie odjeżdża nam na tyle, że, przynajmniej ja, tracę go z pola widzenia. Po szybkim zjeździe po polu, przestrzelam znaczek ze skrętem w lewo i cała grupa jedzie za mną, robimy krótki podjazd i zjazd i orientujemy się, że jest jakaś lipa, wracamy tracąc dobre kilka minut, przed nami pojawiają się inni zawodnicy, których kolejno wyprzedzamy. Po całkiem sztywnym i trzymającym podjeździe zostaję sam z kolegą z Miodu jedziemy mocno do przodu dając sobie zmiany i wzajemnie się wspierając, w końcu dochodzimy do kolejnego zawodnika z BSK i zaczyna się dłuugi zjazd polną drogą z taką ilością kurzu, że czasem czułem się jakbym jechał w szklance mleka, bez wyolbrzymiania. Tutaj zaczynam tracić i niestety brakuje mi "jaj" na zjeżdżanie w tempie 40+ totalnie nie widząc po czym jadę, tym bardziej, że na poprzednim zjeździe ledwo wybrałem dół na pół koła i nie wiedziałem jakie podobne niespodzianki mogą mnie jeszcze czekać. Na końcu zjazdu dochodzę znowu do zawodnika z BSK, ale nie tego z którym wcześniej jechałem, mijam go i przestrzelam kolejny zakręt, ale szybko się orientuję, wracam i odrabiam straty pod górę, kolejny raz mijając tego samego kolegę. Jadę do przodu, mija mnie koleś na stalowym Giancie, bez amora, ba nawet nie wiem czy miał SPDy, a pod te górę popruł jak zwariowany, nie było opcji na siądnięcie w koło, szacuneczek (nie jestem tylko pewien czy nie jechał czasem krótszego dystansu). Na horyzoncie pojawia mi się następna osoba i decyduję się gonić za wszelką cenę. Wyprzedzam na pełnym gazie i kolega nie łapie się na moje plecy, niestety zostaję zmylony przez kolejną jadącą przede mną osobę, która skręca w lewo, jadę tak samo i orientuję się, że znowu się pomyliłem. Wracam, koleś któego minąłem jest już nie do dogonienia, a dodatkowo przed nosem na niezłym gazie przelatuje mi Kermit z gościem z Miodu. Gonię w trupa, bo wiem, że już blisko do mety. Mijam chłopaków na pełnej prędkości i zaczynam zjazd do mety. Skręcam nie w tą krzyżówkę co trzeba, wracam, zjeżdżam dalej, na szczęście Grzesiek i Miód nie zdążyli mnie kolejny raz wyprzedzić. Na metę wjeżdżam 5ty, padaka, ale cieszy mnie fakt, że Przemek był trzeci. Do tego zostaję powitany przez Brania perłą prosto z lodówki, która już w ogóle poprawia mój nastrój znikając w dosłownie kilka minut :-D Potem rozdanie nagród (za pierwsze miejsce wycieczka do Lwowa :o :o :O) pogadane, biesiada przy wyczesanym bigosie i z powrotem do domu.

Wnioski - nie zawsze warto się spieszyć. :-P

Trasa - kurcze ostatnie ogórki strasznie mnie pozytywnie zaskakują - było trochę sztywniejszych hopek, wszędobylski kurz dawał się mocno we znaki, do tego bardzo długie zjazdy w wąwozach i prawie zero asfaltów - miodzio, pełna satysfakcja, szczególnie, że za darmo.

Aaa i pomimo czarnego kota, który przebiegł nam drogę jak jechaliśmy na wyścig udało się wreszcie przełamać złą passę i nie złapać kapciocha, bomba! :-D

Edzia:
Jeszcze zapomniałem dodać informacji o jakże zaciętym finiszu z Grzegorzem, który udało mi się wygrać o "pół roweru", i to pewnie tylko dlatego, żę (tutaj można sobie dopisać jeszcze trochę fikcji).. Szkoda tylko, że dopadła mnie amnezja i dowiedziałem się o całym zajściu dopiero z bloga Grzesia :-D
Kategoria <50, Maraton, Zawody


Dane wyjazdu:

24.76 km 0.00 km teren
00:38 h 39.09 km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:186 ( 93%)
Podjazdy: m
Kalorie: 658 kcal

29.07.2012 V Ogólnopolski wyścig kolarski „O puchar wójta gminy Jabłoń”

Niedziela, 29 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Wstałem rano o 6tej.. w nodze bomba, że ledwo podniosłem się z łóżka, do tego w nocy znowu rumba pod kołderką przez ten zasrany upał i gówniary drące mordę pod blokiem o 4tej nad ranem, jakbym miał kwiatki to bym rzucał donicami.. Do tego szykując sobie śniadanie zorientowałem się, że mój kilkudniowy kawałek chleba obrósł w jakieś dziwne zielone futro i wyskakuje o własnych nogach z otwieranego chlebaka zaczynając w pośpiechu uciekać.. Dobrze że mnie w rękę nie ugryzł, taki już był dziki. No to śniadanka nie było. Z Sebą ustawiłem się o 9tej, więc z zakupami w niedzielę do tej pory też nie poszalałem. Na szczęście mieliśmy spory zapas czasu i po zabraniu Przemo zatrzymaliśmy się na biesiadę w Lubartowskim Lidlu. Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb wsiedliśmy do turboskody i dalej w drogę. Na miejscu nie było tłumów, ale organizatorzy kolejny raz poszli po bandzie i przygotowali dla "niezrzeszonych" wyczesany dystans 25km, czyli jedna pętelka. No cóż, z betonem się nie wygra i niestety musieliśmy razem z Sebastianem i Bartkiem pogodzić się z tym, że przyjechaliśmy na zwyczajny sprincik. Z drugiej strony dla mojej zmęczonej (mimo oszczędzania poprzedniego dnia) nogi był to jakiś plus.. Czekając na start, w pełnym słońcu, zatapiałem się w asfalt i w sumie trochę bałem się, że zapadnę się na tyle, że nie uda się ruszyć po komendzie, a peletonik odjedzie mi już na samym początku. Na szczęście ogarnąłem się na "Trzy" i przestawiłem stopę i rower tak, żeby móc szybko ruszyć :-P Poskutkowało to tym, że dziwnym trafem znalazłem się z Bartkiem na czubie grupki i próbowałem się schować do tyłu, ale nie było żadnych chętnych do wyjechania i tak jechaliśmy sobie jakiś kawałek. Nagle zza pleców wyrwał nam jakiś typo, w grupie konsternacja, znowu nikomu nie chciało się kasować, ale koleżka zawisnął kilka metrów przed nami i zaraz zaczęliśmy go nachodzić. Udało mi się skitrać w drugi rząd, tuż za Sebastianem, który jak tylko doszliśmy "uciekiniera" poszedł w atak. Idealnie wyczuło mi się jego intencje i zaraz udało mi się do niego doskoczyć, po chwili dałem mocną, ale krótką zmianę, peletonik nas nie gonił i do koła doskoczył jeszcze Bartek, koleżka w ciuchach Danielo(Bartosz Myć) i jakaś dziewczyna. Poszliśmy co było pod noga po jednej zmianie i z grupki odpadł Anemia i koleżanka. W grupie nie wywołało to jakiegoś popłochu i na jakiś kawałek zawiśliśmy kilkadziesiąt metrów przed peletonikiem. Po kolejnej zmianie udało nam się trochę oddalić i tak, za jakiś czas totalnie odjechaliśmy. Wiało niesprzyjająco i po którejś z kolei zmianie, tempa niestety nie wytrzymał Sebastian, zostałem solo z Bartoszem i tak kontynuowaliśmy do ostatnich metrów. Co zakręt modliłem się, żeby nie strzeliło mu do głowy uciekać solo i żeby mnie nie zostawił, bo w tych warunkach i z dość zmęczoną nogą spodziewałem się rychłego najścia przez grupę, a wtedy było by już pozamiatane. Na szczęście współpraca układała się nam pozytywnie i wszystko rozegrało się na ostatnich 200m. Niestety zabrakło mi doświadczenia i mocnego kopa. Finisz lekko pod górkę i pod wiatr zweryfikował to, komu zostało więcej siły - musiałem uznać wyższość kolegi i ostatecznie skończyłem na drugiej pozycji. Mimo wszystko bardzo przyjemnie było wystartować znowu na szosie, spotkać się ze znajomymi i zrobić "pro" na ogórze :-P

No i co tu gadać - otrzymałem dość wyjątkowe trofeum!



Dane wyjazdu:

49.58 km 35.00 km teren
02:20 h 21.25 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy:500 m
Kalorie: 2299 kcal

28.07.2012 II Maraton Rowerowy Stykiem Granic

Sobota, 28 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

W sumie w ostatniej chwili zdecydowałem się na start i udało mi się trochę na przypał wpakować do mocno zapełnionego już auta Mikołaja :-P Na miejscu sympatyczna atmosfera, dużo znajomych twarzy, poza ekipą od nas przyjechali jeszcze Mejdeje, BSK no i Chrupki. Najpierw start honorowy po którym miał być niby start ostry z zatrzymania, ale dwóch typów z BSK tak wyrwało, że nie stanęli na kresce i org powiedział, żeby jechać. Wjechaliśmy do lasu na single-tracka wzdłuż piaszczystej drogi. Uformował się ładny wężyk i wylądowałem za Węgorem w miarę w czubie. Po jakimś kilometrze przeskok na drugą stronę drogi i Węgor staje mi przed kołem w piachu po jajka więc złażę i przebiegam. Za chwilę wyprzedzam Bartka i gonię grupkę, która zdążyła już zrobić trochę dystansu. Dochodzę, ale znowu wpadamy na drogę z kopnym piachem, zaczyna się tasowanie - kogoś tam wyprzedzam, ale i z tyłu nachodzą mnie ludzie, w pewnym momencie słyszę za sobą Kermita pytającego spokojnym głosem czy uważam, że jest ciężko.. No comment, hehe :-P Po jakimś czasie i kolejnych przetasowaniach w coraz to bardziej przesranym piachu wyprzedzam Gutka seniora, a Kermit gdzieś tam ginie. niestety pierwsza grupa jest już poza moim zasięgiem. Do tego mocno kaleczę ręce o jakiś kolczasty busz, przez który się przedzieram, żeby tylko nie cisnąć znowu przez pustynię. Dojeżdżam do miejsca, gdzie strzałka pokazuje kierunek w lewo, ale nie ma jak tam skręcić, wszędzie tylko krzaki, w końcu znajduję jakiegoś singla i z gościem z BSK skręcamy. Przejechaliśmy z 300m po czym stwierdziliśmy, że chyba lipa i się pogubiliśmy, wracamy na trasę, a tam pojawia się już Grzesiek. kontynnuujemy w trójkę. W końcu na sekcji przebiegającej po jakimś polu znowu odjeżdżam od chłopaków i jadę solo, ale nie za daleko. Nie minęło kilka minut, a czuję, że lecę już na połowie powietrza a tyłu i sytuacja wcale się nie utrzymuje. Zaczynam się totalnie wlec już na praktycznie pustej dętce, licząc że najdą mnie chłopaki z pompką na prestę i uda mi się podpompować i jechać dalej na wolno puszczającej dziurze. W końcu pojawia się Kermit i BSK, Grzesiek rzuca pompkę, ale niestety dziura jest na tyle duża, że pompowanie nie zdaje się na wiele. Przejeżdżam może ze 300 metrów i muszę stanąć i zmieniać dętkę. Na szczęście wyjątkowo zabrałem ze sobą zapas i nawet pompkę pod auto! :-D Stoję w lesie ociekający potem, zjadany przez okoliczne zmutowane robactwo i o dziwo nikt mnie nie mija, nagle, z naprzeciwka wyłania się Gutek i pyta czy na pewno tędy jest trasa - jako, że nie miałem pewności to pogoniłem go żeby się wracał. Niestety moja magiczna pompka nie chce działać. Zrezygnowany i wkurwiony na maksa zacząłem więc wracać z buta licząc, że może uda się od kogoś wyżebrać pompkę, albo dętkę pod prestę. Po kilku minutach zza krzaków wyłania się Pat z koleżanką z OBSTA, niestety nie ma pompki pod auto, a o dętkę nie chciałem prosić, bo wiedziałem, że leci na 1 miejsce i w razie czego może jej być szybko potrzebna. Staję i znowu próbuję pompować swoją - jakimś cudem tym razem z powodzeniem. Nabijam ile się da i zaczynam jechać spokojnie do przodu, w sumie przekonany o tym, że i tak wszelkie możliwe miejsca mi przeleciały przed nosem. Po kilkunastu minutach dochodzę do Pat i bardzo kulturalnie instruuję ją jak jechać po głębokim piachu, dodatkowo motywując ją ściemą, że koleżanka z OBSTA siedzi jej już znowu prawie na kole :-P Usłyszałem tylko kilka wrzutów i nakaz jazdy już sobie, żeby nie wkurwiać dalej :-D no to pojechałem, a w sumie chciałem jej potowarzyszyć do końca i podopingować.. Jadąc na maksa spokojnie i kminiąc co będę robił w niedzielę zaczynam mijać kolejnych zawodników, szczególnie, że po wjeździe na pętle mam do czynienia z megałatwymi technicznie, ale za to dość długimi i stromymi hopkami. Kawałek dalej, na leśnej autostradzie dostrzegam w oddali czerwony punkcik, który wydał mi się Mikołajem. Podkręcam więc tempo i po jakimś czasie doganiam go. Na drugą pętlę wjeżdżamy już razem i do końca wyścigu jedziemy sobie na luzie rozmawiając. Na mecie czeka na nas już Kermit i Darek plus jeszcze kilka osób. Raczej nie nastawiając się na jakieś cuda czekam na koronację Darka i zmagam się z potwornym bólem głowy. Tymczasem podczas dekoracji wymienione zostaje moje nazwisko i okazuje się, że zająłem 3cie miejsce w mundurówce i 15 open. L-O-L chyba musiało nie być konkurencji, ale dobre i to :-P

Co do samej trasy i organizacji:
-głównym rywalem był upał i wszędzie obecny kopny piasek
-teren z potencjałem na super imprezę, jeden zjazd na pętli dosłownie zajebisty, mocno telepiący, pełen wystających kamieni itp., normalnie ślr mi się przypomniał ;-) Do tego przejazd po "grani" w lesie - bajeczny i zapadający w pamięć
-trasa była dobrze oznaczona, może poza miejscem, gdzie zgubiłem się pierwszy raz, za drugim razem, to była wina mojej nieuwagi
-gastro na mecie eleganckie - jakaś zupa, domowa kiełba z grilla i pełno biedronkowych dodatków
-sympatyczni ludzie i świetna atmosfera.
Oby więcej takich ogórków! ;-)

Kategoria <50, Zawody, Maraton


Dane wyjazdu:

26.26 km 26.26 km teren
01:15 h 21.01 km/h:
Maks. pr.:39.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

14.07.2012 GP Puław

Sobota, 14 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Kolejna odsłona mistrzostw świata w XC a Puławskim lesie. Najpierw napinka na dojeździe - wyjechaliśmy 30 minut po ustalonym czasie i nieźle mnie to zestresowało, do tego nie zdążyłem zjeść na czas a rozgrzewka i obczajka trasy przed startem robiona była na szybko. Skutki proste do przewidzenia - pierwsze kółko poszło pięknie, jechałem w czołowej grupce nawet, ale na drugim włączyła się już jakaś padaka i nie szło mi zupełnie. Do tego minął mnie Kermit i Seba, co raczej marnie wpłynęło na moje morale. Później to już w zasadzie wahadło - jedno kółko lepiej i wydawało mi się, że kogoś dochodzę, za to następne znowu byle jak. Gdzieś na przedostatnim kółku dojechałem do Szymka, ale jak mnie zobaczył to zaraz mnie urwał i było po ptokach :-P No cóż, nie mój dzień. Gratulacje dla Grześka który wydawał się czuć bardzo dobrze no i zajął świetne 4 miejsce.
Na kresce byłem 7/17 w kat i pewnie jakiś 12/28 open.

Pulsometr mi padł więc nie ma HR.
Kategoria <50, Składem, Zawody, XC


Dane wyjazdu:

17.40 km 0.00 km teren
00:25 h 41.76 km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

01.07.2012 Jazda na czas w Hrubieszowie

Niedziela, 1 lipca 2012 · dodano: 11.07.2012 | Komentarze 0

Trzecia czasówka. Dzień wcześniej poszalane na bike-parku i wcale nie mówię tu o ściganiu, a raczej o wieczornych piwkach i grillu ;-) Do tego mega, ale to mega upalnie, na starcie już się ze mnie lało potwornie, a co dopiero się działo jak jechałem! Niby wiatr powiewał, ale wcale nie jakoś sprzyjająco, strasznie kręciło i bardzo przeszkadzał. Pożyczona od Pawła lemondka i dosztukowane na szybko ze zwykłej gąbki podłokietniki też nie sprzyjały misji pojechania na dobre miejsce. Stąd czas wydaje mi się jak na mnie słaby(25m 41s) no i jedynie dzięki znikomej konkurencji miejsce przyzwoite.
8/34 Open
4/6 Kat

Bateria w pasku pulsometru się nagle zbuntowała i nie ma hr.
Kategoria <50, ITT, Solo, Zawody


Dane wyjazdu:

9.57 km 9.57 km teren
00:29 h 19.80 km/h:
Maks. pr.:35.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg:181 ( 91%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

30.06.2012 Lubelskie "CrossŁaje"

Sobota, 30 czerwca 2012 · dodano: 11.07.2012 | Komentarze 0

Z lekką dozą niepewności wystartowałem w imprezie, której ze względu na start następnego dnia zupełnie nie planowałem. Ale konkurencja miała być skromna, a nagrody wysokie, więc postanowiłem spróbować, czemu by nie :-P Start poszedł mi beznadziejnie. na pierwszej linii było megatłoczno, do tego miałem problem z szybkim wpięciem i potem zostałem przyblokowany przez zawodników z mojej prawej, co spowodowało sporą stratę już na samym początku. Zacząłem odrabiać kolejne miejsca i tak doszedłem do Kermita, z którym jechałem ze dwa kółka, ale czułem, że pod nogą jest na tyle, że jestem w stanie go spokojnie wyprzedzić, a do tego jeszcze wydawało mi się, że dużo wolniej ode mnie pokonuje część po żwirkowych muldach i "podjazdy", co dawało mi szansę na wypracowanie sobie jakiejś przewagi po wyprzedzeniu. Pierwszy raz przyatakowałem na płaskim koło mety, ale tam Kermit nie dał mi przelecieć i zostałem znowu za nim, udało się dopiero drugim razem, kiedy Grzesiek zwolnił po podjeździe na wał i chyba nie spodziewał się, że polecę po nieujeżdżonym rżysku. Potem już tylko zyskiwałem, ale to chyba dlatego, że Grzesio oszczędzał się przed startem następnego dnia :-)
Na mecie jakieś zamieszanie z wynikami i ogólnie to nawet po dwóch tygodniach nie wiem które miejsce tak na prawdę zająłem, ale z relacji Patrycji wychodziło by, że jakieś 7-8 open, na nie wiem ile, ale niewiele osób.

Mimo obsuwy w starcie i problemów z wynikami - mnie się podobało, ot taka imprezka dla lokalsów, wszyscy się znają i jedzie się przyjemnie, trasa łatwiutka i krótka, ale za to świetnie oznaczona i jak na panujące na bp warunki ciekawie poprowadzona. Pulsaka czyściłem rano następnego dnia i zapomniałem sobie spisać dane, jedyne co to pamiętałem swoje HRAVG.
Kategoria XC, <50, Składem, Zawody


Dane wyjazdu:

48.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:203 (102%)
HR avg:176 ( 88%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1116 kcal

17.06.2012 Memoriał Józefa Kloca - Wilkołaz

Niedziela, 17 czerwca 2012 · dodano: 13.07.2012 | Komentarze 0

Dzień po ściganiu ze światową elitą w Puławach pojechaliśmy z Przemo i Karolem do Wilkołaza na start wspólny na szosie. Ludzi była generalnie garstka, do tego podzielono start na wszystkie możliwe kategorie, oczywiście pomijając zerówkę. Org do ostatniej chwili nie wiedział, czy zezwoli nam, bez licencji na start i ostatecznie na jakieś 30 minut przed startem okazało się, że nie możemy brać udziału. Na szczęście Bala dał nam wskazówki co i jak mamy powiedzieć, a nawet w naszym imieniu zamienił słowo z sędziami, w związku z czym pozwolono nam wystartować 3 minuty po ostatniej, chyba najliczniejszej kategorii Masters. Grupa miała może ze 20-30 osób i podobna była liczebność w Mastersie. Już na starcie usłyszałem, że jest plan dogonić i objechać startujących przed nami, więc przez myśl przeszło mi, że tempo będzie mocne.. i fajnie! :-) Zaczęło się jak zwykle spokojnie, grupa szła równo i rozpędziła się do względnie wysokiej prędkości(licznik padł jeszcze przed startem i do następnego dnia pokazywał tylko 0, nie wiem ile jechaliśmy), na pierwszej łagodnej hopie było słychać pierwsze strzały, potem zakręt w prawo, szybko wąską drogą i pod krótką, ale bardziej stromą górkę znowu poszła selekcja. Jak się obejrzałem to okazało się, że jedziemy w 7, albo 8 osób, przy czym conajmniej 5 w strojach Erkado. Po pierwszym kółku zaczęli pojawiać się maruderzy z mastersa, których mijaliśmy bez większego nacisku, a i oni się jakoś podpinali na koło. Na 3 kółku naszliśmy główną grupę Masters i minęliśmy ich na tej sztywniejszej hopce, dwóch albo trzech siadło na koło, a w międzyczasie odkleił się od nas młody z Erkado. Potem nastąpił pierwszy atak Wojtka Karpińskiego, nikt za nim nie gonił, bo mało kto miał siłę jeszcze dać do pieca, a jedyny ruch wykonany przez Białorusina został momentalnie skasowany przez Olka i Balę. Na ostatnim kółku poszedł do przodu jeszcze Felek, a po skrzyżowaniu doszedł do niego Bala i jeszcze jedna osoba. Razem z Olkiem próbowaliśmy cośtam ich dogonić, ale reszta wiozła się tylko w kole i szybko odpuścliliśmy. Mimo tego na ostatniej prostej zostałem już tylko w trzyosobowej grupie z Olkiem i Cichorzem, jadąc może jakieś 100-150m za Balą i Felkiem. Do końca było czarowanie ile się tylko dało, fajnie, jak na pro tourze jakimś :-P W końcu do przodu pierwszy wyskoczył Cichorz, ja pogoniłem za nim i minimalnie wyprzedziłem Olka, który był już mocno zmęczony po "robieniu roboty". Wyniku nie znam, ale chyba było nieźle, sam fakt utrzymania się w mocnej grupie był przyjemny dla mojego ego, średnia na całości wyszła jakoś 37-38 co też wydaje mi się dobrym wynikiem, szczególnie biorąc pod uwagę ilość ostrych zakrętów na trasie.