Ten blog rowerowy prowadzi zwirek z miasteczka Lublin/Głowaczów.
Mam przejechane 25037.33 kilometrów w tym 2128.01 w terenie.
Jeżdżę z prędkością średnią 25.82 km/h.
Więcej o mnie.
Środa, 22 sierpnia 2012 · dodano: 22.08.2012 | Komentarze 0
Interwałki, tym razem pojechałem zobaczyć jak mi się ułożą w drodze na Bełżyce no i było tak-sobie. Nie dość, że mocno wiało i część jechałem bardzo wolno, a część musiałem bardzo mocno rozkręcać to jeszcze trafiało mi się, że w środku gazowania musiałem zrobić jakieś skrzyżowanie czy np. przejechać przez Bełżyce. Poza tym całkiem ładnie, coś mnie przytkało na trzecim podejściu, ale rozkręciłem za jakimś autem i potem już szło wszystko gładko.
Czwartek, 16 sierpnia 2012 · dodano: 17.08.2012 | Komentarze 0
Kręcenie na spokojnie, żeby nie przemęczać się przed czasówką. Udało się wreszcie znaleźć drogę z Radawca do Radawczyków, heh śmiesznie schowaną za znakiem ślepej uliczki :-P Do gazowania to się nie nadaje, ale na spokojne turlanie jest całkiem okej.
Środa, 15 sierpnia 2012 · dodano: 17.08.2012 | Komentarze 0
Bajabongo z Pat, Olką, Szymkiem, Damianem i Kuczym. Szabrowanie malin i ogólne pogaduchy. Tętno dziwnie nisko, ale to pewnie dlatego, że nie wypiłem kawy :-P
Czwartek, 2 sierpnia 2012 · dodano: 02.08.2012 | Komentarze 0
Solo na spokojnie. Wiało nieprzyjemnie, do tego jakoś tak duszno i w ogóle padaka, czuć w nodze wczorajszą jazdę. Po 70km w sumie miałem dość, ale ostatecznie jakoś zmusiłem się na dojechanie do tej paki. Myślałem, że może gdzieś po drodze złapię Pana Kadencję i Ifsona, ale jakoś nie udało się ich trafić, chociaż w sumie wiedziałem gdzie jadą. Na drodze Sieprawice->Jastków ciekawy incydent, bo wyjechał mi przed nos z budowy obwodnicy wywrotką i puścił mi strzałę w prawo, żebym go sobie wyprzedził, chociaż wcale mi się nie chciało :-P Ale jak już puścił to zacząłem go łykać, a tu z za zakrętu fura, on po heblach, ja tyż, w końcu schowałem się za niego, chyba na przeproszenie mrygnął mi awaryjkami i zaraz znowu prawy migacz i zwalnia i mnie puszcza :o lol pierwszy raz z czymś takim się spotkałem :-D W ogóle dzisiaj jakoś mili kierowcy się mi trafiali, w Garbowie na skrzyżowaniu też mnie babka wpuściła za tira, tak, że sobie mogłem kawałeczek poklapić (stąd również wziął się vmax).
Środa, 1 sierpnia 2012 · dodano: 01.08.2012 | Komentarze 0
Takie tam kręcenie niby-interwałów. Czułem się wypoczęty, chociaż ostatnie dwie noce jakoś tak znowu krócej spałem, więc nie było przeciwwskazań żeby się trochę przekatować. Mimo tego tętno zbetoniałe już od samego początku, do tego wiało mi przez pierwsze trzy prosto w plecy w związku z czym wkręcanie się na obroty nie szło jakoś gładko, potem dwa pod wiatr, na ostatnim już myślałem, że nie rozkręcę tyle co ma być, ale jakoś się dogiąłem i poszło. Niby zrobione wszystko, ale jakoś tak w porównaniu do zeszłego tygodnia mniej satysfakcjonująco.
Czwartek, 26 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0
Spokojny trening w tlenie przez Nałęczów, Wąwolnicę, Poniatową i Bełżyce. Całą drogę wisiała w powietrzu jakaś ulewa i momentami kropiło, ale nie było mocnej zlewy. za to wiało nieprzyjemnie i droga od Poniatowej wydawała mi się jakaś bardziej wyboista niż gdy jechałem nią poprzednim razem wiosną.
Środa, 25 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0
Zrobione niby-interwały. Na Pierwszym interwale mijałem Pawła i jeszcze ze dwie osoby z LKKG. Pierwszy raz od wielu dni nie założyłem sobie czapki pod kask i oczywiście już na drugim gazie wpadł mi jakiś robal i bezlitośnie uwalił w czubek głowy, na szczęście udało mi się zdjąć skorupę i jeszcze utrzymać odpowiednie tętno :-P Ogólnie noga szła jakoś bardzo ładnie, czułem dużo mocy i tętno wskakiwało bez problemowo na dobry poziom (z zejściem już tak lekko nie było, ale zacząłem dość mocno trening, więc może dlatego), chyba tydzień odpoczynku przyniósł pożądane skutki.
Niedziela, 22 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0
W sumie miałem ochotę pojeździć dłużej na mtb, ale jakoś nie było nikogo chętnego, więc wybrałem się na trening z chłopakami z LKKG. Na Litwie pojawił się tylko Kuczy i Paweł i polecieliśmy we trzech do Kazimierza. Ładne równe tempo szło, w Kazimierzu wypita burżujska kawka na rynku i trochę obijania na wałach. Na powrocie przed Wąwolnicą Paweł jakoś podkręcił tempo i dalej wracaliśmy już całkiem żwawo. Tętno wyszło niskie, bo jak siedzieliśmy na wałach to mi pulsometr łapał sygnał z daleka (a jak jadę to cholera gubi nie raz!).