Info:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi zwirek z miasteczka Lublin/Głowaczów. Mam przejechane 25037.33 kilometrów w tym 2128.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.82 km/h.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Poprzednie lata:

2010:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny:

Wykres roczny blog rowerowy zwirek.bikestats.pl

Jakiśtam licznik:

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2012

Dystans całkowity:1190.91 km (w terenie 86.26 km; 7.24%)
Czas w ruchu:40:15
Średnia prędkość:29.59 km/h
Maksymalna prędkość:68.00 km/h
Suma podjazdów:3775 m
Maks. tętno maksymalne:196 (98 %)
Maks. tętno średnie:186 (93 %)
Suma kalorii:26554 kcal
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:62.68 km i 2h 07m
Więcej statystyk

Dane wyjazdu:

31.01 km 15.00 km teren
01:33 h 20.01 km/h:
Maks. pr.:36.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max:162 ( 81%)
HR avg:131 ( 66%)
Podjazdy:286 m
Kalorie: 916 kcal

30.07.2012

Poniedziałek, 30 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Total lajt na odmulenie nogi. SG, zalew, dąbrowa. Po drodze spotkałem Karolę i Kolę, zamienione kilka słów. Na koniec na koło wskoczyło mi dwóch trzepów i piszczeli mi łańcuchami od zalewu aż do JP, ale stwierdziłem, że ani nie chce mi się zatrzymywać, ani cisnąć i olałem..
Kategoria Solo, <50


Dane wyjazdu:

24.76 km 0.00 km teren
00:38 h 39.09 km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:186 ( 93%)
Podjazdy: m
Kalorie: 658 kcal

29.07.2012 V Ogólnopolski wyścig kolarski „O puchar wójta gminy Jabłoń”

Niedziela, 29 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Wstałem rano o 6tej.. w nodze bomba, że ledwo podniosłem się z łóżka, do tego w nocy znowu rumba pod kołderką przez ten zasrany upał i gówniary drące mordę pod blokiem o 4tej nad ranem, jakbym miał kwiatki to bym rzucał donicami.. Do tego szykując sobie śniadanie zorientowałem się, że mój kilkudniowy kawałek chleba obrósł w jakieś dziwne zielone futro i wyskakuje o własnych nogach z otwieranego chlebaka zaczynając w pośpiechu uciekać.. Dobrze że mnie w rękę nie ugryzł, taki już był dziki. No to śniadanka nie było. Z Sebą ustawiłem się o 9tej, więc z zakupami w niedzielę do tej pory też nie poszalałem. Na szczęście mieliśmy spory zapas czasu i po zabraniu Przemo zatrzymaliśmy się na biesiadę w Lubartowskim Lidlu. Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb wsiedliśmy do turboskody i dalej w drogę. Na miejscu nie było tłumów, ale organizatorzy kolejny raz poszli po bandzie i przygotowali dla "niezrzeszonych" wyczesany dystans 25km, czyli jedna pętelka. No cóż, z betonem się nie wygra i niestety musieliśmy razem z Sebastianem i Bartkiem pogodzić się z tym, że przyjechaliśmy na zwyczajny sprincik. Z drugiej strony dla mojej zmęczonej (mimo oszczędzania poprzedniego dnia) nogi był to jakiś plus.. Czekając na start, w pełnym słońcu, zatapiałem się w asfalt i w sumie trochę bałem się, że zapadnę się na tyle, że nie uda się ruszyć po komendzie, a peletonik odjedzie mi już na samym początku. Na szczęście ogarnąłem się na "Trzy" i przestawiłem stopę i rower tak, żeby móc szybko ruszyć :-P Poskutkowało to tym, że dziwnym trafem znalazłem się z Bartkiem na czubie grupki i próbowałem się schować do tyłu, ale nie było żadnych chętnych do wyjechania i tak jechaliśmy sobie jakiś kawałek. Nagle zza pleców wyrwał nam jakiś typo, w grupie konsternacja, znowu nikomu nie chciało się kasować, ale koleżka zawisnął kilka metrów przed nami i zaraz zaczęliśmy go nachodzić. Udało mi się skitrać w drugi rząd, tuż za Sebastianem, który jak tylko doszliśmy "uciekiniera" poszedł w atak. Idealnie wyczuło mi się jego intencje i zaraz udało mi się do niego doskoczyć, po chwili dałem mocną, ale krótką zmianę, peletonik nas nie gonił i do koła doskoczył jeszcze Bartek, koleżka w ciuchach Danielo(Bartosz Myć) i jakaś dziewczyna. Poszliśmy co było pod noga po jednej zmianie i z grupki odpadł Anemia i koleżanka. W grupie nie wywołało to jakiegoś popłochu i na jakiś kawałek zawiśliśmy kilkadziesiąt metrów przed peletonikiem. Po kolejnej zmianie udało nam się trochę oddalić i tak, za jakiś czas totalnie odjechaliśmy. Wiało niesprzyjająco i po którejś z kolei zmianie, tempa niestety nie wytrzymał Sebastian, zostałem solo z Bartoszem i tak kontynuowaliśmy do ostatnich metrów. Co zakręt modliłem się, żeby nie strzeliło mu do głowy uciekać solo i żeby mnie nie zostawił, bo w tych warunkach i z dość zmęczoną nogą spodziewałem się rychłego najścia przez grupę, a wtedy było by już pozamiatane. Na szczęście współpraca układała się nam pozytywnie i wszystko rozegrało się na ostatnich 200m. Niestety zabrakło mi doświadczenia i mocnego kopa. Finisz lekko pod górkę i pod wiatr zweryfikował to, komu zostało więcej siły - musiałem uznać wyższość kolegi i ostatecznie skończyłem na drugiej pozycji. Mimo wszystko bardzo przyjemnie było wystartować znowu na szosie, spotkać się ze znajomymi i zrobić "pro" na ogórze :-P

No i co tu gadać - otrzymałem dość wyjątkowe trofeum!



Dane wyjazdu:

49.58 km 35.00 km teren
02:20 h 21.25 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy:500 m
Kalorie: 2299 kcal

28.07.2012 II Maraton Rowerowy Stykiem Granic

Sobota, 28 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

W sumie w ostatniej chwili zdecydowałem się na start i udało mi się trochę na przypał wpakować do mocno zapełnionego już auta Mikołaja :-P Na miejscu sympatyczna atmosfera, dużo znajomych twarzy, poza ekipą od nas przyjechali jeszcze Mejdeje, BSK no i Chrupki. Najpierw start honorowy po którym miał być niby start ostry z zatrzymania, ale dwóch typów z BSK tak wyrwało, że nie stanęli na kresce i org powiedział, żeby jechać. Wjechaliśmy do lasu na single-tracka wzdłuż piaszczystej drogi. Uformował się ładny wężyk i wylądowałem za Węgorem w miarę w czubie. Po jakimś kilometrze przeskok na drugą stronę drogi i Węgor staje mi przed kołem w piachu po jajka więc złażę i przebiegam. Za chwilę wyprzedzam Bartka i gonię grupkę, która zdążyła już zrobić trochę dystansu. Dochodzę, ale znowu wpadamy na drogę z kopnym piachem, zaczyna się tasowanie - kogoś tam wyprzedzam, ale i z tyłu nachodzą mnie ludzie, w pewnym momencie słyszę za sobą Kermita pytającego spokojnym głosem czy uważam, że jest ciężko.. No comment, hehe :-P Po jakimś czasie i kolejnych przetasowaniach w coraz to bardziej przesranym piachu wyprzedzam Gutka seniora, a Kermit gdzieś tam ginie. niestety pierwsza grupa jest już poza moim zasięgiem. Do tego mocno kaleczę ręce o jakiś kolczasty busz, przez który się przedzieram, żeby tylko nie cisnąć znowu przez pustynię. Dojeżdżam do miejsca, gdzie strzałka pokazuje kierunek w lewo, ale nie ma jak tam skręcić, wszędzie tylko krzaki, w końcu znajduję jakiegoś singla i z gościem z BSK skręcamy. Przejechaliśmy z 300m po czym stwierdziliśmy, że chyba lipa i się pogubiliśmy, wracamy na trasę, a tam pojawia się już Grzesiek. kontynnuujemy w trójkę. W końcu na sekcji przebiegającej po jakimś polu znowu odjeżdżam od chłopaków i jadę solo, ale nie za daleko. Nie minęło kilka minut, a czuję, że lecę już na połowie powietrza a tyłu i sytuacja wcale się nie utrzymuje. Zaczynam się totalnie wlec już na praktycznie pustej dętce, licząc że najdą mnie chłopaki z pompką na prestę i uda mi się podpompować i jechać dalej na wolno puszczającej dziurze. W końcu pojawia się Kermit i BSK, Grzesiek rzuca pompkę, ale niestety dziura jest na tyle duża, że pompowanie nie zdaje się na wiele. Przejeżdżam może ze 300 metrów i muszę stanąć i zmieniać dętkę. Na szczęście wyjątkowo zabrałem ze sobą zapas i nawet pompkę pod auto! :-D Stoję w lesie ociekający potem, zjadany przez okoliczne zmutowane robactwo i o dziwo nikt mnie nie mija, nagle, z naprzeciwka wyłania się Gutek i pyta czy na pewno tędy jest trasa - jako, że nie miałem pewności to pogoniłem go żeby się wracał. Niestety moja magiczna pompka nie chce działać. Zrezygnowany i wkurwiony na maksa zacząłem więc wracać z buta licząc, że może uda się od kogoś wyżebrać pompkę, albo dętkę pod prestę. Po kilku minutach zza krzaków wyłania się Pat z koleżanką z OBSTA, niestety nie ma pompki pod auto, a o dętkę nie chciałem prosić, bo wiedziałem, że leci na 1 miejsce i w razie czego może jej być szybko potrzebna. Staję i znowu próbuję pompować swoją - jakimś cudem tym razem z powodzeniem. Nabijam ile się da i zaczynam jechać spokojnie do przodu, w sumie przekonany o tym, że i tak wszelkie możliwe miejsca mi przeleciały przed nosem. Po kilkunastu minutach dochodzę do Pat i bardzo kulturalnie instruuję ją jak jechać po głębokim piachu, dodatkowo motywując ją ściemą, że koleżanka z OBSTA siedzi jej już znowu prawie na kole :-P Usłyszałem tylko kilka wrzutów i nakaz jazdy już sobie, żeby nie wkurwiać dalej :-D no to pojechałem, a w sumie chciałem jej potowarzyszyć do końca i podopingować.. Jadąc na maksa spokojnie i kminiąc co będę robił w niedzielę zaczynam mijać kolejnych zawodników, szczególnie, że po wjeździe na pętle mam do czynienia z megałatwymi technicznie, ale za to dość długimi i stromymi hopkami. Kawałek dalej, na leśnej autostradzie dostrzegam w oddali czerwony punkcik, który wydał mi się Mikołajem. Podkręcam więc tempo i po jakimś czasie doganiam go. Na drugą pętlę wjeżdżamy już razem i do końca wyścigu jedziemy sobie na luzie rozmawiając. Na mecie czeka na nas już Kermit i Darek plus jeszcze kilka osób. Raczej nie nastawiając się na jakieś cuda czekam na koronację Darka i zmagam się z potwornym bólem głowy. Tymczasem podczas dekoracji wymienione zostaje moje nazwisko i okazuje się, że zająłem 3cie miejsce w mundurówce i 15 open. L-O-L chyba musiało nie być konkurencji, ale dobre i to :-P

Co do samej trasy i organizacji:
-głównym rywalem był upał i wszędzie obecny kopny piasek
-teren z potencjałem na super imprezę, jeden zjazd na pętli dosłownie zajebisty, mocno telepiący, pełen wystających kamieni itp., normalnie ślr mi się przypomniał ;-) Do tego przejazd po "grani" w lesie - bajeczny i zapadający w pamięć
-trasa była dobrze oznaczona, może poza miejscem, gdzie zgubiłem się pierwszy raz, za drugim razem, to była wina mojej nieuwagi
-gastro na mecie eleganckie - jakaś zupa, domowa kiełba z grilla i pełno biedronkowych dodatków
-sympatyczni ludzie i świetna atmosfera.
Oby więcej takich ogórków! ;-)

Kategoria <50, Zawody, Maraton


Dane wyjazdu:

103.09 km 0.00 km teren
03:23 h 30.47 km/h:
Maks. pr.:55.00 km/h
Temperatura:
HR max:184 ( 92%)
HR avg:138 ( 69%)
Podjazdy:303 m
Kalorie: 2209 kcal

26.07.2012

Czwartek, 26 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Spokojny trening w tlenie przez Nałęczów, Wąwolnicę, Poniatową i Bełżyce. Całą drogę wisiała w powietrzu jakaś ulewa i momentami kropiło, ale nie było mocnej zlewy. za to wiało nieprzyjemnie i droga od Poniatowej wydawała mi się jakaś bardziej wyboista niż gdy jechałem nią poprzednim razem wiosną.
Kategoria >100, >50, Solo


Dane wyjazdu:

77.74 km 0.00 km teren
02:30 h 31.10 km/h:
Maks. pr.:57.84 km/h
Temperatura:
HR max:188 ( 94%)
HR avg:157 ( 79%)
Podjazdy:203 m
Kalorie: 1980 kcal

25.07.2012

Środa, 25 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Zrobione niby-interwały. Na Pierwszym interwale mijałem Pawła i jeszcze ze dwie osoby z LKKG. Pierwszy raz od wielu dni nie założyłem sobie czapki pod kask i oczywiście już na drugim gazie wpadł mi jakiś robal i bezlitośnie uwalił w czubek głowy, na szczęście udało mi się zdjąć skorupę i jeszcze utrzymać odpowiednie tętno :-P Ogólnie noga szła jakoś bardzo ładnie, czułem dużo mocy i tętno wskakiwało bez problemowo na dobry poziom (z zejściem już tak lekko nie było, ale zacząłem dość mocno trening, więc może dlatego), chyba tydzień odpoczynku przyniósł pożądane skutki.
Kategoria >50, Solo


Dane wyjazdu:

27.63 km 10.00 km teren
01:16 h 21.81 km/h:
Maks. pr.:43.00 km/h
Temperatura:
HR max:170 ( 85%)
HR avg:136 ( 68%)
Podjazdy:139 m
Kalorie: 811 kcal

23.07.2012

Poniedziałek, 23 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Po trzech dniach jazdy zrobiłem sobie total przejażdżkę na mtb. Trochę po gaju i ścieżce na spokojnie.
Kategoria <50, Solo


Dane wyjazdu:

111.66 km 0.00 km teren
03:34 h 31.31 km/h:
Maks. pr.:68.00 km/h
Temperatura:
HR max:184 ( 92%)
HR avg:136 ( 68%)
Podjazdy:412 m
Kalorie: 2571 kcal

22.07.2012

Niedziela, 22 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

W sumie miałem ochotę pojeździć dłużej na mtb, ale jakoś nie było nikogo chętnego, więc wybrałem się na trening z chłopakami z LKKG. Na Litwie pojawił się tylko Kuczy i Paweł i polecieliśmy we trzech do Kazimierza. Ładne równe tempo szło, w Kazimierzu wypita burżujska kawka na rynku i trochę obijania na wałach. Na powrocie przed Wąwolnicą Paweł jakoś podkręcił tempo i dalej wracaliśmy już całkiem żwawo. Tętno wyszło niskie, bo jak siedzieliśmy na wałach to mi pulsometr łapał sygnał z daleka (a jak jadę to cholera gubi nie raz!).
Kategoria >100, >50, Składem


Dane wyjazdu:

64.51 km 0.00 km teren
02:12 h 29.32 km/h:
Maks. pr.:49.00 km/h
Temperatura:
HR max:172 ( 86%)
HR avg:140 ( 70%)
Podjazdy:241 m
Kalorie: kcal

21.07.2012

Sobota, 21 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Poprzedniego dnia było w miarę spoko więc zdecydowałem się na ciut aktywniejszy trening, ale bez przesady ;-) Do tego wiało dosyć mocno więc za szybko się nie dało.
Kategoria >50, Solo


Dane wyjazdu:

58.89 km 0.00 km teren
02:02 h 28.96 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:
HR max:164 ( 82%)
HR avg:136 ( 68%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1398 kcal

20.07.2012

Piątek, 20 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Pojechałem sobie totalnie na lajcie na Bychawę, z nastawieniem, że po kilku km pewnie znowu mnie zacznie boleć udo i będę musiał wracać, ale ciągnęło tylko leciutko, więc na spokojnie, na wysokiej kadencji wykręciłem swoje.
Kategoria >50, Solo


Dane wyjazdu:

25.58 km 0.00 km teren
00:58 h 26.46 km/h:
Maks. pr.:46.00 km/h
Temperatura:
HR max:159 ( 80%)
HR avg:124 ( 62%)
Podjazdy: 86 m
Kalorie: 567 kcal

18.07.2012

Środa, 18 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Zdecydowałem się zrobić sobie jakiś lżejszy tydzień, żeby odpocząć po poprzednim dość mocno przejeżdżonym, do tego zakończonym wyścigiem, który jakoś mi nie poszedł i wydawało się, że jestem dziwnie zmęczony. To miał być totalnie lajtowy trening-przejażdżka na szosie tak w kit, żeby nie siedzieć w domu, bo mi wtedy siada psycha, a tutaj nagle po 10 km złapał mnie masakryczny ból od wewnętrznej strony uda, tuż przy pachwinie (wychodziło by, że któryś z przywodzicieli) no i padaka, musiałem zawrócić i to jeszcze ostrożnie jechać często wstając, bo na siedząco nie mogłem kręcić.
Kategoria <50, Solo