Info:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi zwirek z miasteczka Lublin/Głowaczów. Mam przejechane 25037.33 kilometrów w tym 2128.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.82 km/h.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Poprzednie lata:

2010:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny:

Wykres roczny blog rowerowy zwirek.bikestats.pl

Jakiśtam licznik:

Dane wyjazdu:

49.58 km 35.00 km teren
02:20 h 21.25 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:
HR max:195 ( 98%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy:500 m
Kalorie: 2299 kcal

28.07.2012 II Maraton Rowerowy Stykiem Granic

Sobota, 28 lipca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

W sumie w ostatniej chwili zdecydowałem się na start i udało mi się trochę na przypał wpakować do mocno zapełnionego już auta Mikołaja :-P Na miejscu sympatyczna atmosfera, dużo znajomych twarzy, poza ekipą od nas przyjechali jeszcze Mejdeje, BSK no i Chrupki. Najpierw start honorowy po którym miał być niby start ostry z zatrzymania, ale dwóch typów z BSK tak wyrwało, że nie stanęli na kresce i org powiedział, żeby jechać. Wjechaliśmy do lasu na single-tracka wzdłuż piaszczystej drogi. Uformował się ładny wężyk i wylądowałem za Węgorem w miarę w czubie. Po jakimś kilometrze przeskok na drugą stronę drogi i Węgor staje mi przed kołem w piachu po jajka więc złażę i przebiegam. Za chwilę wyprzedzam Bartka i gonię grupkę, która zdążyła już zrobić trochę dystansu. Dochodzę, ale znowu wpadamy na drogę z kopnym piachem, zaczyna się tasowanie - kogoś tam wyprzedzam, ale i z tyłu nachodzą mnie ludzie, w pewnym momencie słyszę za sobą Kermita pytającego spokojnym głosem czy uważam, że jest ciężko.. No comment, hehe :-P Po jakimś czasie i kolejnych przetasowaniach w coraz to bardziej przesranym piachu wyprzedzam Gutka seniora, a Kermit gdzieś tam ginie. niestety pierwsza grupa jest już poza moim zasięgiem. Do tego mocno kaleczę ręce o jakiś kolczasty busz, przez który się przedzieram, żeby tylko nie cisnąć znowu przez pustynię. Dojeżdżam do miejsca, gdzie strzałka pokazuje kierunek w lewo, ale nie ma jak tam skręcić, wszędzie tylko krzaki, w końcu znajduję jakiegoś singla i z gościem z BSK skręcamy. Przejechaliśmy z 300m po czym stwierdziliśmy, że chyba lipa i się pogubiliśmy, wracamy na trasę, a tam pojawia się już Grzesiek. kontynnuujemy w trójkę. W końcu na sekcji przebiegającej po jakimś polu znowu odjeżdżam od chłopaków i jadę solo, ale nie za daleko. Nie minęło kilka minut, a czuję, że lecę już na połowie powietrza a tyłu i sytuacja wcale się nie utrzymuje. Zaczynam się totalnie wlec już na praktycznie pustej dętce, licząc że najdą mnie chłopaki z pompką na prestę i uda mi się podpompować i jechać dalej na wolno puszczającej dziurze. W końcu pojawia się Kermit i BSK, Grzesiek rzuca pompkę, ale niestety dziura jest na tyle duża, że pompowanie nie zdaje się na wiele. Przejeżdżam może ze 300 metrów i muszę stanąć i zmieniać dętkę. Na szczęście wyjątkowo zabrałem ze sobą zapas i nawet pompkę pod auto! :-D Stoję w lesie ociekający potem, zjadany przez okoliczne zmutowane robactwo i o dziwo nikt mnie nie mija, nagle, z naprzeciwka wyłania się Gutek i pyta czy na pewno tędy jest trasa - jako, że nie miałem pewności to pogoniłem go żeby się wracał. Niestety moja magiczna pompka nie chce działać. Zrezygnowany i wkurwiony na maksa zacząłem więc wracać z buta licząc, że może uda się od kogoś wyżebrać pompkę, albo dętkę pod prestę. Po kilku minutach zza krzaków wyłania się Pat z koleżanką z OBSTA, niestety nie ma pompki pod auto, a o dętkę nie chciałem prosić, bo wiedziałem, że leci na 1 miejsce i w razie czego może jej być szybko potrzebna. Staję i znowu próbuję pompować swoją - jakimś cudem tym razem z powodzeniem. Nabijam ile się da i zaczynam jechać spokojnie do przodu, w sumie przekonany o tym, że i tak wszelkie możliwe miejsca mi przeleciały przed nosem. Po kilkunastu minutach dochodzę do Pat i bardzo kulturalnie instruuję ją jak jechać po głębokim piachu, dodatkowo motywując ją ściemą, że koleżanka z OBSTA siedzi jej już znowu prawie na kole :-P Usłyszałem tylko kilka wrzutów i nakaz jazdy już sobie, żeby nie wkurwiać dalej :-D no to pojechałem, a w sumie chciałem jej potowarzyszyć do końca i podopingować.. Jadąc na maksa spokojnie i kminiąc co będę robił w niedzielę zaczynam mijać kolejnych zawodników, szczególnie, że po wjeździe na pętle mam do czynienia z megałatwymi technicznie, ale za to dość długimi i stromymi hopkami. Kawałek dalej, na leśnej autostradzie dostrzegam w oddali czerwony punkcik, który wydał mi się Mikołajem. Podkręcam więc tempo i po jakimś czasie doganiam go. Na drugą pętlę wjeżdżamy już razem i do końca wyścigu jedziemy sobie na luzie rozmawiając. Na mecie czeka na nas już Kermit i Darek plus jeszcze kilka osób. Raczej nie nastawiając się na jakieś cuda czekam na koronację Darka i zmagam się z potwornym bólem głowy. Tymczasem podczas dekoracji wymienione zostaje moje nazwisko i okazuje się, że zająłem 3cie miejsce w mundurówce i 15 open. L-O-L chyba musiało nie być konkurencji, ale dobre i to :-P

Co do samej trasy i organizacji:
-głównym rywalem był upał i wszędzie obecny kopny piasek
-teren z potencjałem na super imprezę, jeden zjazd na pętli dosłownie zajebisty, mocno telepiący, pełen wystających kamieni itp., normalnie ślr mi się przypomniał ;-) Do tego przejazd po "grani" w lesie - bajeczny i zapadający w pamięć
-trasa była dobrze oznaczona, może poza miejscem, gdzie zgubiłem się pierwszy raz, za drugim razem, to była wina mojej nieuwagi
-gastro na mecie eleganckie - jakaś zupa, domowa kiełba z grilla i pełno biedronkowych dodatków
-sympatyczni ludzie i świetna atmosfera.
Oby więcej takich ogórków! ;-)

Kategoria <50, Zawody, Maraton



Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa yluzl
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]