Info:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi zwirek z miasteczka Lublin/Głowaczów. Mam przejechane 25037.33 kilometrów w tym 2128.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.82 km/h.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Poprzednie lata:

2010:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny:

Wykres roczny blog rowerowy zwirek.bikestats.pl

Jakiśtam licznik:

Wpisy archiwalne w kategorii

Góry

Dystans całkowity:554.00 km (w terenie 170.00 km; 30.69%)
Czas w ruchu:28:19
Średnia prędkość:19.56 km/h
Maksymalna prędkość:74.00 km/h
Suma podjazdów:7896 m
Maks. tętno maksymalne:191 (96 %)
Maks. tętno średnie:167 (84 %)
Suma kalorii:24990 kcal
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:79.14 km i 4h 02m
Więcej statystyk

Dane wyjazdu:

73.98 km 0.00 km teren
02:45 h 26.90 km/h:
Maks. pr.:72.00 km/h
Temperatura:
HR max:180 ( 90%)
HR avg:141 ( 71%)
Podjazdy:1156 m
Kalorie: 1841 kcal

09.06.2012

Sobota, 9 czerwca 2012 · dodano: 30.07.2012 | Komentarze 0

Ostatni dzień w górach. Na pożegnanie chciałem pojechać 2x pętlę TDPA, ale chłopaki namówili mnie na mały misz-masz, w związku z czym pojechaliśmy najpierw na Poronin, Biały Dunajec (tutaj odjechałem na podjeździe 20%), potem przez Sierockie na Ząb i znowu Poronin, Biały Dunajec (zgubiłem drogę) i Gliczarowy. Na początku podjazdu zobaczyłem Dawida który już był w połowie pierwszej sztajfy i zacząłem go ostro dopingować :-D, kierowca samochodu jadącego z naprzeciwka jak mnie zobaczył to aż złapał się za głowę :-D :-D ale postanowiłem "zesrać się, a nie dać się" i wjechać wreszcie ze środkowej tarczy, a nie z młynka jak ostatnia ciota. Przyznam szczerze, że wąż uciekał mi na boki jak głupi, ale ostatecznie jakoś się wczołgałem, nawet troszkę doganiając Dawida. Potem pojechaliśmy do Bukowiny na kwaterę, udało mi się namówić jeszcze Dawida na małe kółeczko po Słowacji i po uzupełnieniu węgli i pożegnaniu z Pat i Markiem ruszyliśmy w dalszą drogę. Mimo wszystko noga podawała znacznie lepiej niż poprzedniego dnia. Ostatni podjazd pod Bukowinę od ronda dał nam nieźle w kość, ale wspierali nas idący chodnikiem ludzie i kierowcy samochodów.. Sympatycznie, aż mi się śpiewać zachciało i sobie tak kulałem pod te hopę nucąc Jurka Bożyka we własnej interpretacji ("Jeść się nie chce, pić się nie chce, rzygać się chce(..)") :-D

Kategoria Składem, Góry, >50


Dane wyjazdu:

13.41 km 0.00 km teren
01:06 h 12.19 km/h:
Maks. pr.:55.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max:176 ( 88%)
HR avg:144 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: 945 kcal

25.06.2011

Sobota, 25 czerwca 2011 · dodano: 26.06.2011 | Komentarze 0

Podjazdy z przyspieszeniami w Kosarzyskach, sztywne jak jasna cholera, miejscami podobno 22% nawet. Aby 6 sztuk zrobiłem, bo potem pogoda zaczęła się znowu pieprzyć, a chłopaki chcieli się zawijać.
Kategoria Składem, Góry, <50


Dane wyjazdu:

85.78 km 0.00 km teren
03:53 h 22.09 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max:171 ( 86%)
HR avg:138 ( 69%)
Podjazdy:1430 m
Kalorie: 3387 kcal

23.06.2011

Czwartek, 23 czerwca 2011 · dodano: 26.06.2011 | Komentarze 2

Katorga na przekozackim podjeździe pod Prehybe. Najpierw dojechałem sam pod sam koniec asfaltu, lało się ze mnie jak z pękniętego wiadra, ludzie patrzyli jak na debila, ale było fajnie, potem już na zjeździe spotkałem jakiegoś gościa na wyczesanej szosie full carbon + campa superrecord i nie mogłem sobie odmówić, żeby się nie wrócić i kawałek z nim pojechać spowrotem. Kurza twarz a tętno niskie, widać było, że poprzedniego dnia za dużo km natłukłem :|
Kategoria Solo, Góry, >50


Dane wyjazdu:

160.87 km 0.00 km teren
06:00 h 26.81 km/h:
Maks. pr.:74.00 km/h
Temperatura:26.0
HR max:175 ( 88%)
HR avg:140 ( 70%)
Podjazdy:1400 m
Kalorie: 5655 kcal

22.06.2011

Środa, 22 czerwca 2011 · dodano: 26.06.2011 | Komentarze 0

Kosmos normalnie. Pojechałem do Popradu zobaczyć jak się śmiga za granicą i było na prawdę fajnie, świetny widok na Tatry, szkoda że tak się zagapiłem, żę ominąłem skręt w Spisskej Beli i nawaliłem km jak głupi, chociaż dzięki temu byłem na wyciągnięcie łapki od Wysokich Tatr. Fajnie się gada z Słowakami którzy nie łapią nic po Polsku ani po Angielsku, tyle dobrego, żę jakaś rolkarka kumała "trochu" po Polsku :-)
Kategoria Solo, Góry, >50, >150, >100


Dane wyjazdu:

75.25 km 65.00 km teren
05:12 h 14.47 km/h:
Maks. pr.:49.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:191 ( 96%)
HR avg:167 ( 84%)
Podjazdy:1900 m
Kalorie: 6946 kcal

22.05.2011 ŚLR NOWINY

Niedziela, 22 maja 2011 · dodano: 22.05.2011 | Komentarze 0

Wyniki:
W kategorii - 16/39(tylko 17 wjechanych w limit)
Open - 39/111(44 zostało po odstrzale na limicie)
Czas 5:20:42(8 minut zmarnowane na bufetach/rozciąganiu itp.)

Co by tutaj.. No zgubiłem bidon tym razem, z moją przykrywką od bidonu na szosę( :[ ).. Do tego zaginała mi się rurka od bukłaka do drugiego bufetu, gdzie dopiero zajarzyłem co jest nie tak i zacząłem normalnie pić.. Raz złapały mnie skurcze, pewnie z odwodnienia, ale udało się wsiąść na rower i rozruszać i już dalej jakoś się jechało. Organizator dał totalnie dupy mocno wyśrubowując limity(szczególnie że rzeczone wcześniej 7m błota zmieniło się w niezłe błotne odcinki poprzedniej nocy) i wielu zawodników nie wjechało w ogóle na dalszą część Mastera. Wieści powiadają, że na pierwszych 23km było do zrobienia aż 1000m przewyższenia, czyli ponad połowa tego co było na całym dystansie. Co do samej trasy - zajebista, zjazdy takie, że normalnie ciarki przebiegały po plecach, często sprowadzałem niestety(brakuje techniki, oj brakuje, ale gdzie tu u nas takie cuda poćwiczyć?).. Łykałem sporo ludzi na podjazdach, ale dawało to tylko tyle, że hamowałem ich na zjazdach później :-P Na 10km przed metą wydało mi się, że mignął mi za plecami elhm i to dodało mi sił, żeby mu uciekać, chociaż i tak sporo podejść z buta zaliczałem.
Podsumowując: maraton in plus, wynik, myślę, że zadowalający, a najbardziej cieszy to, że zdążyłem na limit i przejechałem całą trasę(domyślam się, że gdyby nie było limitu miałbym gorsze miejsce). Znowu zassałem sporo doświadczenia - zarówno w kwestii zjazdów jak i podjazdów po trudniejszym terenie(no może nie przesadzajmy, ale te kamyki, patyki i korzenie to trochę wkurzały, do tego długość tych górek - powalająca). No i dotarłem nowe klocki hamulcowe z tyłu w fałkach :-D

PS1. Bukłak Szymka normalnie uratował mi życie, DZIĘKI!
PS2. Podziękowania dla Bartka Anemii, fajnie śpiewał na trasie dodając nam obu(chyba) otuchy :-P

No i na koniec jakieś tam foto z Bartkiem:



Dane wyjazdu:

81.71 km 65.00 km teren
05:14 h 15.61 km/h:
Maks. pr.:57.00 km/h
Temperatura:14.0
HR max:189 ( 95%)
HR avg:165 ( 83%)
Podjazdy:1280 m
Kalorie: 6216 kcal

17.04.2011 ŚLR Daleszyce

Niedziela, 17 kwietnia 2011 · dodano: 18.04.2011 | Komentarze 1

1. Dupa z organizacją, start przesunięty o 2h.
2. Jak już stałem na starcie to zauważyłem, że.. nie mam czipa na nodze, bo przez to przesunięcie byłem się doubierać i zapomniałem założyć.. No to miałem jeszcze "szlif" w rozgrzewce, jak dzidowałem do samochodu, na szczęście idealnie zdążyłem jeszcze wrócić i ustawić się na starcie w miejscu w którym byłem :-)
3.Od początku starałem się jechać umiarkowanie, żeby sił nie zabrakło, jak było to wiadomo. Siadłem w jakiejś grupce z dwoma mejdejami, pierwszy złapał gumę na tym kamienistym zjeździe na początku(ja zgubiłem tam 1/3 swojego picia), jechałęm więc cały czas za tym drugim(jak zamykam oczy to mnie ten znaczek mejdeja prześladuje normalnie).
4. Jeszcze przed rozjazdem Fan/Master zgubiłem dętkę, nie ma to jak trochę pikanterii :-D
5. Na rozjeździe byłem jakoś po ~48 minutach, wpadłem na mastera i zaczęła się rzeź, czułem, że będę miał skurcze, a miałem tylko 2 tabsy, no ale dobra, trzymałem się swojej grupki.
6. Po 30km zaczęły się skurcze trudne do rozkręcenia.. Sporo było złażenia z roweru bo "były tylko dwa miejsca, w których było błoto" ;-) no i często ktoś przede mną się rozkładał, z resztą sam też parę razy kogoś zablokowałem, najtrudniej było znowu wsiąść na rower. Wszamałem jednego tabsa i cośtam pomogło niby.
7. Po 45km(już po drugiej pigule) tak mnie już łapało, że schodziłem z roweru i się rozciągałem co jakiś większy podjazd.. Normalnie myślałem, że mnie pół stawki wyprzedzi chyba, ale zrobiło to może ze 2,3 osoby, moja grupka się porwała, ktośtam odpadł wcześ iej z urwanym łańcuchem, ktoś pognał do przodu, mejdej nie miał już siły jechać, ale dochodził do mnie za każdym razem jak się rozciągałem, spoko, przynajmniej było z kim pogadać przez chwilę.
8. Na czubku tego podjazdu po grani przepuściłem kogoś szybszego, tylko po to, żeby za kilkadziesiąt metrów zobaczyć, że urwał łańcuch, i.. miał piguły przeciwskurczowe :-D Z tego miejsca dziękuję koledze, jak by się dało, to ja bym Cię na rękach zaniósł do tej mety normalnie. Po wszamaniu podarowanego procha skurcze przeszły w to co było na początku.. Czułem, że mogą złapać, ale dało się jechać/wsiadać/zsiadać.
9. Drugi bufet. "Woda woda woda, dajcie coś co się nie lepi" :-) To był chyba ostatni raz jak widziałem mejdeja(w sumie to nie wiem czy ten bufet to był przed czy po tej grani :-D)
10. Do końca już jechało mi się "zdatnie" skurcze nie męczyły, bałem się tylko tej megawielkiej góry pod koniec dystansu której tam nie było, no były jaieś podjazdy, ale nie gorsze niż wcześniej..
11. Na ostatnich km minąłem jeszcze ze 2 os, musiałem uciekać, bo ktoś mnie zaczął doganiać z tyłu, dało radę. Ulga po wpadnięciu na asfalt nie do opisania.
12. Wrażenia z trasy - zajebiście. Ciężko, nogi bolą jeszcze dzisiaj, ale ogolnie zdecydowanie było warto. Trasa super oznaczona(może poza samą końcówką), baaardzo ciekawa i malownicza, boskie zjazdy(zszedłem z buta może z dwa razy po kawałku, przy czym raz, bo ktoś przede mną lazł), jeszcze fajniejsze podjazdy :-)
Wyniku nie znam, nawet nie wiem ile dokładnie jechałem, bo nie skasowałem licznika po rozgrzewce - przez ten bałagan z czipem. jestem bardzo zadowolony z tego, że udało mi się ukończyć :-)
BYŁO ZAJEBIŚCIE!

PS. Najniższe tętno jakie uzyskałem przez cały czas to 133, chyba na bufecie ;-)



Dane wyjazdu:

63.00 km 40.00 km teren
04:09 h 15.18 km/h:
Maks. pr.:56.00 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:730 m
Kalorie: kcal

30.03.2011

Środa, 30 marca 2011 · dodano: 31.03.2011 | Komentarze 0

Wyjazd do Daleszyc. Było ostro, trasa w lesie mocno zaśmiecona, w sensie pełno liści i gałezi, nie wiadomo było zupełnie co pod tym leży. Bardzo dużo błądzenia, gubienia trasy i spacerów/podbiegów z rowerem. Zaliczonych kilka solidnych podjazdów - góry Zamczysko, Kieł i Świński Ryj, pierwszy raz coś takiego w terenie miałem okazje pojechać i przyznam, że było zajebiście, chociaż momentami bardzo, bardzo ciężko, nawet na 22x32. Całej trasy nie przejechalismy, bo zabrakło nam czasu, trochę za dużo biwakowania było ;-) Ale dzięki temu "objazdowi" wiem, że ten maraton będzie bardzo ciężki i za sukces(jeśli w ogóle się ostatecznie wybiorę) uznam samo jego przejechanie., szczególnie biorąc pod uwagę moją aktualną "bezformę". Bardzo podobało mi się też na zjazdach, wreszcie trochę się przełamałem i przestałem aż tak trząść gaciami, a w sumie każdy z wyżej wymienionych wjazdów kończył się ciekawym zjazdem. Na Ryju musiałem dac trochę siodło do dołu(hehe), ale jakoś dało radę, szkoda tylko, że się wideło nie zachowało.. Pulsak oszalał, gubił sygnał, cuda wianki odpierdzielał, więc nie będzie z niego info(ale na pewno było wysoko z AVGHR), chyba czas na wymiane baterii ;-)
Jakieś foto(klik przenosi do picassy):


Gdzieś w GŚ.



Jawna kapa na tym polu już była, a potem jeszcze Ryj Świni do podechania :-P
Kategoria >50, Składem, Góry