Info:
Więcej o mnie.
Moje rowery:
Wykres roczny:
Historia:
- 2012, Sierpień17 - 3
- 2012, Lipiec19 - 0
- 2012, Czerwiec16 - 2
- 2012, Maj19 - 10
- 2012, Kwiecień16 - 1
- 2012, Marzec11 - 2
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń6 - 0
- 2011, Listopad10 - 3
- 2011, Październik8 - 0
- 2011, Wrzesień14 - 4
- 2011, Sierpień18 - 8
- 2011, Lipiec15 - 4
- 2011, Czerwiec22 - 8
- 2011, Maj24 - 13
- 2011, Kwiecień22 - 20
- 2011, Marzec22 - 15
- 2011, Luty3 - 5
- 2011, Styczeń8 - 7
- 2010, Grudzień5 - 0
- 2010, Listopad10 - 7
- 2010, Październik13 - 2
- 2010, Wrzesień16 - 7
- 2010, Sierpień13 - 1
- 2010, Lipiec39 - 2
- 2010, Czerwiec21 - 6
- 2010, Maj23 - 4
- 2010, Kwiecień21 - 2
- 2010, Marzec20 - 1
- 2010, Luty2 - 0
- 2010, Styczeń1 - 0
Jakiśtam licznik:
Wpisy archiwalne w kategorii
Składem
| Dystans całkowity: | 15685.86 km (w terenie 1705.01 km; 10.87%) |
| Czas w ruchu: | 601:45 |
| Średnia prędkość: | 25.43 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 72.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 47259 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 203 (102 %) |
| Maks. tętno średnie: | 188 (94 %) |
| Suma kalorii: | 455748 kcal |
| Liczba aktywności: | 266 |
| Średnio na aktywność: | 58.97 km i 2h 22m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
10.60 km
0.00 km teren
00:17 h
37.41 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:27.0
HR max:185 ( 93%)
HR avg:177 ( 89%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Merida Road Race 904
17.06.2011(II) Piątki kolarskie
Piątek, 17 czerwca 2011 · dodano: 17.06.2011 | Komentarze 0
Hm.. nazwa bardzo dwuznaczna, było nas 5ciu startujących, 3 Maydaye, ja i Jazurek. Udało się nie zająć ostatniego miejsca :-P Jazurek pocisnął do przodu z ednym Maydayem już na 2gim okrążeniu i zostałem sam z dwoma, usiedli mi na kole i nie chcieli dać zmiany, na szczęście jeden się zerwał gdzieś w trakcie, ale drugiemu(Makarewicz) nie dałem rady i na finiszu mnie ojebał :-/ Ogólnie kij nie wyścig na 15 minut :-P Kategoria <50, Składem, Zawody, Szosa - start wspólny
Dane wyjazdu:
68.72 km
0.00 km teren
02:12 h
31.24 km/h:
Maks. pr.:51.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:165 ( 83%)
HR avg:143 ( 72%)
Podjazdy:160 m
Kalorie: 2018 kcal
Rower:Merida Road Race 904
16.06.2011
Czwartek, 16 czerwca 2011 · dodano: 16.06.2011 | Komentarze 0
Niby miał być tlen, wyszedł mocny tlen :-PDobra ekipa - Jazurek, Kuczy, Szerzeń i Kdk i leciało się pięknie.
Dane wyjazdu:
48.85 km
0.00 km teren
02:06 h
23.26 km/h:
Maks. pr.:58.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max:182 ( 91%)
HR avg:144 ( 72%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1814 kcal
Rower:Merida Road Race 904
15.06.2011
Środa, 15 czerwca 2011 · dodano: 15.06.2011 | Komentarze 0
Kombinacje w Dysie. Chiałem się wkręcić na tętno powyżej 180 na 90 sek i odpoczynek 2 min, powtórzyć to 10x. Łatwo nie było, a wręcz się nie udało(no ze 2x wszedłem w odpowiednią strefę, potem już nie dałem rady, generalnie problem jest w tym, że nie mogę tak szybko wskoczyć w to tętno, około 45sek zajmuje mi przekroczenie 170)..Dane wyjazdu:
33.00 km
2.00 km teren
01:41 h
19.60 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Maxim Helios
15.06.2011(II)
Środa, 15 czerwca 2011 · dodano: 16.06.2011 | Komentarze 0
Zawieźć kask, oddać klucze, potem polampić się na księżyć :-P Kategoria <50, Nocny Patrol, Składem
Dane wyjazdu:
23.66 km
0.00 km teren
00:55 h
25.81 km/h:
Maks. pr.:51.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max:146 ( 73%)
HR avg:125 ( 63%)
Podjazdy:120 m
Kalorie: 685 kcal
Rower:Merida Road Race 904
13.06.2011
Poniedziałek, 13 czerwca 2011 · dodano: 14.06.2011 | Komentarze 0
Miało być do Wojciechowa, brata odprowadzić, ale nie dałem rady, plecy bolą i czuć zmęczenie. Pulsak znowu świruje..Dane wyjazdu:
30.42 km
20.00 km teren
01:25 h
21.47 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max:165 ( 83%)
HR avg:129 ( 65%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1287 kcal
Rower:Maxim Helios
12.06.2011(I)
Niedziela, 12 czerwca 2011 · dodano: 12.06.2011 | Komentarze 0
Odpoczynek - dookoła zalewu, potem do SG.Dane wyjazdu:
64.11 km
34.00 km teren
02:14 h
28.71 km/h:
Maks. pr.:41.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max:190 ( 95%)
HR avg:175 ( 88%)
Podjazdy:310 m
Kalorie: 3038 kcal
Rower:Maxim Helios
12.06.2011(II) ROWEROWE CROSS COUNTRY LUBARTÓW
Niedziela, 12 czerwca 2011 · dodano: 13.06.2011 | Komentarze 3
W niedzielę wybraliśmy się na kolejnego bardzo rasowego ogórka :-) Informacja o wyścigu nie była zbyt rozdmuchana, ale wiedziało o niej conajmniej kilka osób, które zapewne dały by mi mocno po dupie, na szczęście się nie stawiły(Karcer/Branio/Jazurek). Moimi głównymi oponentami byli więc sami dobrzy znajomi - Marek, Dawid, Przemo i Adam, którego obawiałem się najbardziej.Na miejscu bylismy sporo przed czasem, bez napinki zdążyliśmy się rozpakować, zarejestrować i zjeść, namówić Mietka żeby się z nami poganiał. Sędzia ani organizator za wczasu nie do końca sami znali trasę, do ostatniej chwili nie było wiadomo jaki dystans mamy do przejechania. Na stronie było napisane 6,5km, na dedukcję wygladało na to, że to odległość pokonywana w ramach jednego kółka, a było ich do zrobienia 10, czyli takie klasyczne XC to to chyba nie było. No ale nic, po coś żeśmy tutaj się zwlekli, więc jedziemy. Od początku było wiadomo, że raczej z autochtonów nikt nas nie pogoni, więc umawialiśmy się(haha) przed startem, że jedziemy bez darcia, razem, przynajmniej na początku, a potem jakoś się to rozegra. Wszystkie plany poszły w łeb, kiedy po gwizdku elhm wydarł tak do przodu, że wyprzedził pilota, a my z Adamem zaczęliśmy się zaginać, żeby go dogonić. Po kilku minutach udało się go skasować i dalej mieliśmy trzymać się we 3. Elhm krzyknął do mnie coś, żebym dał mu zmianę więc wyszedłem do przodu i widząc ciągle z tyłu(i chyba w myślach) Miecia który zaraz mnie przegoni dałem mocno do przodu. Na kole został tylko Adam. Po pierwszym i jedynym chyba podjeździe na trasie czaił się dość nieprzyjemny "zjazd" po bardzo grząskim piachu. Ja poleciałem po singlu i strasznie mnie wyhamowało, za to Adam pojechał środkiem i zrobił nade mną dobrych kilkanaście metrów przewagi. W tej konfiguracji skończyliśmy pierwsze koło.
NA drugim zaczęło się największe utrudnienie - wsadzanie dubli. Na trasie pojawiły się dzieci z rodzicami, ludzie z koszykami i na składakach(SUPER normalnie, fajna atmosfera byla!) i inne cuda(koleś na szosówce!). Adam krzyczał do nich standardowo "Lewa moja" a ja darłem ryja, że "Proszę mi zostawić miejsce z lewej" etc. co dało mi sporą przewagę i ładnie doszedłem do Adama. Mimo wszystko nie zamierzał odpuścić i na 3 kółku na asfalcie znowu zrobił trochę przewagi, już myślałem, że nie dam rady do niego dojść, a tu na wspominanym wcześniej piachu widze przed sobą i kilkoma wolniejszymi rowerzystami latające siodełko - Adam wyciął klina w piachu. No i od tego miejsca jak już dosiadłem jego koła tak stwierdziłem - nie puszczam, jadę na 150%, w najgorszym wypadku gdzieś się wystrzelam i dojadę zajechany na metę. Tuż za końcem kółka(odpocząłem sobie za Adamem) A. przypuszcza atak, który skutecznie przetrzymuję, staram się dać zmianę i trochę współpracować z Adasiem - tak przejeżdżamy 3 kółko. Na 4 czas wyjść na jakąś mocniejszą zmianę - daję ją w równym tempie i po jakimś czasie Adam jest już jakiś kawałek za mną - moja szansa, teraz albo nigdy, jazda na 100% pod górkę i zostaję sam. Z góry dalsza część ucieczki i bardzo piękne akrobatyczne OTB i lądowanie gębą w piachu<mniam>. Plecy bolą, ryj piecze, ale co tam, trzeba uciekać, więc otrzepałem się tylko i dzida :-)
Reszta to już generalnie wyścig z samym sobą i wiatrem. Dawałem ile mogłem, bo ciągle bałem się, że wypracowana przewaga jest za mała i w końcu dojdzie mnie Adam, a przez dublowanych zawodników ciężko było się połapać czy nie ma go gdzieś blisko.
Ostatecznie wpadłem 1szy na metę po przejechaniu 63km. Pomimo tego, że trasa nie była nawet trochę trudna, to same zawody(drugi dzień z rzędu) dały mi nieźle w kość, plecy bolą jeszcze dzisiaj, jak się okazało na mecie jestem też trochę poobdzierany, poza tym sam fakt zaginania się przez dobrze ponad 2h(kiedy w planach było max 1) też odbił się na poziomie zmęczenia.
Odnośnie organizacji - szkoda, że nie rozdzielono kategorii(znaczy start był podzielony, ale zróżnicowanie startujących było takie, że te duble to zakładałem na każdym okrążeniu poza 1szym, a dzieci jechały gdzieś do jakiegoś 7-8), było też trochę kłopotów z osobami pilnującymi trasy, poza tym bardzo fajnie, super klimat, może nie tyle na ściganie co na rodzinną imprezę, ciekawy folklor lokalny(jeszcze przed startem przewinął się nam jakiś nachlany gościu w kowbojskim kapeluszu z garem i chochlą krzycząc do kierowcy karetki żeby "nie pierdolił tylko wychodził się napić" :-D ). Do tego bardzo ładny puchar i plecak nagród(kask, licznik, rękawiczki), super posiłek regeneracyjny(szaszłyk, kiełbaska), którego można było się najeść do bólu.
Impreza in +. satysfakcja z objechania Adama - ogromna :-P
PS. Dzięki dla Ani, która zauwazyła i zaliczyła mi 5te kółko(uff, o mały włos znowu miałbym problemy z podium).

Dane wyjazdu:
19.75 km
19.75 km teren
00:55 h
21.55 km/h:
Maks. pr.:40.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max:190 ( 95%)
HR avg:176 ( 88%)
Podjazdy:321 m
Kalorie: 1348 kcal
Rower:Maxim Helios
11.06.2011 UCI PRO TOUR GP PUŁAW
Sobota, 11 czerwca 2011 · dodano: 11.06.2011 | Komentarze 0
Miałem ładną relację, ale ją zjadło moje pudło zwane komputerem..No to teraz od nowa:
Wreszcie udało mi się wybrać na elitarną, jedyną w swoim rodzaju imprezę, na trasie, na której pękają łańcuchy, strzelają dętki, łamią się najtwardsze ramy.
Wystartowałem całkiem nieźle, ruszyłem za Olą, którą łyknąłem na pierwszym podjeździe, miałem zamiar trzymać się jak najbliżej Brania. Starałem się jechać jak najszybciej, ale Branio mimo wszystko mi uciekał.. Po jakimś czasie dojechałem do Pawła Andrzejczyka i przejechałem za nim ze 2 kółka, w końcu wyprzedziłem go na jakimś podjeździe i dojechałem do Damiana, za którym długo jechaliśmy razem z Pawłem. Siedziałem mu na kole(raz dalej, raz bliżej) aż do 6 okrążenia, tam już miał mnie tak dość, że pocisnął pod górę i tyle go widziałem, za to na horyzoncie pojawił się Branio, na tyle blisko, że udało mi się dogonić go i na ostatnim kółku wyprzedzić go nawet na podbiegu. Niestety byłem już na tyle styrany, że zacięty Branio, który nie chciał mi odpuścić skasował mnie na ostatnim podjeździe. Ostatecznie wpadłem na metę 8 open i (chyba) 6 w kategorii.
Mimo wszelkich starań znowu nie miałem szans na nawiązanie walki z Adamem, którego widziałem tylko na początku i chyba samym końcu wyścigów, cóż, trzeba jeszcze popracować nad formą..
Trasa była bardzo fajna, ale oznaczona trochę byle-jak, do tego sporo szkła leżało.
Ogólnie impreza na +, napewno pojawię się na kolejnych edycjach.
Aaaa.. co do czasu/dystansu/pulsu - dane lekko zaburzone, bo zapomniałem zatrzymać zarówno pulsometr jak i licznik i kręciłem się z nimi na rozjeździe.



