Info:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi zwirek z miasteczka Lublin/Głowaczów. Mam przejechane 25037.33 kilometrów w tym 2128.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.82 km/h.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Poprzednie lata:

2010:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny:

Wykres roczny blog rowerowy zwirek.bikestats.pl

Jakiśtam licznik:

Wpisy archiwalne w kategorii

>50

Dystans całkowity:16617.62 km (w terenie 984.00 km; 5.92%)
Czas w ruchu:613:04
Średnia prędkość:26.87 km/h
Maksymalna prędkość:74.00 km/h
Suma podjazdów:49509 m
Maks. tętno maksymalne:198 (100 %)
Maks. tętno średnie:176 (88 %)
Suma kalorii:454138 kcal
Liczba aktywności:219
Średnio na aktywność:75.88 km i 2h 49m
Więcej statystyk

Dane wyjazdu:

110.92 km 0.00 km teren
03:25 h 32.46 km/h:
Maks. pr.:57.00 km/h
Temperatura:28.0
HR max:172 ( 86%)
HR avg:154 ( 77%)
Podjazdy:230 m
Kalorie: 3158 kcal

16.07.2011

Sobota, 16 lipca 2011 · dodano: 16.07.2011 | Komentarze 0

W dziewięcioosobowej ekipie wystartowaliśmy z Lublina. Do Bąkowca dojechaliśmy już w 5, tam odłączyłem się i pojechałem w swoją stronę. Wiatr cały czas w mordę, jutro powrót, z tego co patrzyłem na meteo wiatr ma się odwrócić i oczywiście znowu mi będzie wiało w ryja :(
Kategoria >100, >50, Składem


Dane wyjazdu:

103.23 km 0.00 km teren
03:16 h 31.60 km/h:
Maks. pr.:71.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:159 ( 80%)
HR avg:139 ( 70%)
Podjazdy:250 m
Kalorie: 3352 kcal

13.07.2011(II)

Środa, 13 lipca 2011 · dodano: 13.07.2011 | Komentarze 0

Dobry tlenning z Kuczym, Marcinem i Grześkiem. Na koniec miałem jechać do kolegi na Witosa, ale strzelił mi łańcuch i musiałem dzwonić po erkę-Miecia :-P
Zobaczymy, czy uda się go posklejać, jak nie to czekają mnie wydatki :-(
Kategoria >100, >50, Składem


Dane wyjazdu:

81.76 km 0.00 km teren
02:31 h 32.49 km/h:
Maks. pr.:62.11 km/h
Temperatura:29.0
HR max:191 ( 96%)
HR avg:157 ( 79%)
Podjazdy:320 m
Kalorie: 2876 kcal

12.07.2011

Wtorek, 12 lipca 2011 · dodano: 12.07.2011 | Komentarze 2

Mocny trening z Jazurkiem, Kermitem, KrzysiemDM, Mikołajem, Mietkiem i Marcinem.
Gdzieś za Wojciechowem odpadł od nas na awarii Marcin, zaraz za Nałęczowem zostaliśmy już tylko ja i dwa Grześki. Za Garbowem miałem niezłego doła, na szczęście Kermita wtedy dopadł skurcz i jakoś nam tempo opadło na tyle, że dałem radę odpocząć :-P Potem jeszcze kawałek dżemu i rozjazd.
Kategoria >50, Składem


Dane wyjazdu:

96.97 km 0.00 km teren
03:05 h 31.45 km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max:185 ( 93%)
HR avg:157 ( 79%)
Podjazdy:360 m
Kalorie: 3500 kcal

07.07.2011

Czwartek, 7 lipca 2011 · dodano: 07.07.2011 | Komentarze 0

Za mocno, ale zacnie się jechało. No i wreszcie pogoda przyzwoita..
Kategoria Składem, >50


Dane wyjazdu:

61.07 km 1.00 km teren
02:06 h 29.08 km/h:
Maks. pr.:49.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max:181 ( 91%)
HR avg:146 ( 73%)
Podjazdy:180 m
Kalorie: 2212 kcal

27.06.2011

Poniedziałek, 27 czerwca 2011 · dodano: 28.06.2011 | Komentarze 0

Znowu mi licznik zamulił. Poza tym za mocno(trochę szarpnięć było), ale teraz z przymusu będę miał dwa dni odpoczynku..
Kategoria >50, Składem


Dane wyjazdu:

85.78 km 0.00 km teren
03:53 h 22.09 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max:171 ( 86%)
HR avg:138 ( 69%)
Podjazdy:1430 m
Kalorie: 3387 kcal

23.06.2011

Czwartek, 23 czerwca 2011 · dodano: 26.06.2011 | Komentarze 2

Katorga na przekozackim podjeździe pod Prehybe. Najpierw dojechałem sam pod sam koniec asfaltu, lało się ze mnie jak z pękniętego wiadra, ludzie patrzyli jak na debila, ale było fajnie, potem już na zjeździe spotkałem jakiegoś gościa na wyczesanej szosie full carbon + campa superrecord i nie mogłem sobie odmówić, żeby się nie wrócić i kawałek z nim pojechać spowrotem. Kurza twarz a tętno niskie, widać było, że poprzedniego dnia za dużo km natłukłem :|
Kategoria Solo, Góry, >50


Dane wyjazdu:

160.87 km 0.00 km teren
06:00 h 26.81 km/h:
Maks. pr.:74.00 km/h
Temperatura:26.0
HR max:175 ( 88%)
HR avg:140 ( 70%)
Podjazdy:1400 m
Kalorie: 5655 kcal

22.06.2011

Środa, 22 czerwca 2011 · dodano: 26.06.2011 | Komentarze 0

Kosmos normalnie. Pojechałem do Popradu zobaczyć jak się śmiga za granicą i było na prawdę fajnie, świetny widok na Tatry, szkoda że tak się zagapiłem, żę ominąłem skręt w Spisskej Beli i nawaliłem km jak głupi, chociaż dzięki temu byłem na wyciągnięcie łapki od Wysokich Tatr. Fajnie się gada z Słowakami którzy nie łapią nic po Polsku ani po Angielsku, tyle dobrego, żę jakaś rolkarka kumała "trochu" po Polsku :-)
Kategoria Solo, Góry, >50, >150, >100


Dane wyjazdu:

68.72 km 0.00 km teren
02:12 h 31.24 km/h:
Maks. pr.:51.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:165 ( 83%)
HR avg:143 ( 72%)
Podjazdy:160 m
Kalorie: 2018 kcal

16.06.2011

Czwartek, 16 czerwca 2011 · dodano: 16.06.2011 | Komentarze 0

Niby miał być tlen, wyszedł mocny tlen :-P
Dobra ekipa - Jazurek, Kuczy, Szerzeń i Kdk i leciało się pięknie.
Kategoria >50, Składem


Dane wyjazdu:

64.11 km 34.00 km teren
02:14 h 28.71 km/h:
Maks. pr.:41.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max:190 ( 95%)
HR avg:175 ( 88%)
Podjazdy:310 m
Kalorie: 3038 kcal

12.06.2011(II) ROWEROWE CROSS COUNTRY LUBARTÓW

Niedziela, 12 czerwca 2011 · dodano: 13.06.2011 | Komentarze 3

W niedzielę wybraliśmy się na kolejnego bardzo rasowego ogórka :-) Informacja o wyścigu nie była zbyt rozdmuchana, ale wiedziało o niej conajmniej kilka osób, które zapewne dały by mi mocno po dupie, na szczęście się nie stawiły(Karcer/Branio/Jazurek). Moimi głównymi oponentami byli więc sami dobrzy znajomi - Marek, Dawid, Przemo i Adam, którego obawiałem się najbardziej.
Na miejscu bylismy sporo przed czasem, bez napinki zdążyliśmy się rozpakować, zarejestrować i zjeść, namówić Mietka żeby się z nami poganiał. Sędzia ani organizator za wczasu nie do końca sami znali trasę, do ostatniej chwili nie było wiadomo jaki dystans mamy do przejechania. Na stronie było napisane 6,5km, na dedukcję wygladało na to, że to odległość pokonywana w ramach jednego kółka, a było ich do zrobienia 10, czyli takie klasyczne XC to to chyba nie było. No ale nic, po coś żeśmy tutaj się zwlekli, więc jedziemy. Od początku było wiadomo, że raczej z autochtonów nikt nas nie pogoni, więc umawialiśmy się(haha) przed startem, że jedziemy bez darcia, razem, przynajmniej na początku, a potem jakoś się to rozegra. Wszystkie plany poszły w łeb, kiedy po gwizdku elhm wydarł tak do przodu, że wyprzedził pilota, a my z Adamem zaczęliśmy się zaginać, żeby go dogonić. Po kilku minutach udało się go skasować i dalej mieliśmy trzymać się we 3. Elhm krzyknął do mnie coś, żebym dał mu zmianę więc wyszedłem do przodu i widząc ciągle z tyłu(i chyba w myślach) Miecia który zaraz mnie przegoni dałem mocno do przodu. Na kole został tylko Adam. Po pierwszym i jedynym chyba podjeździe na trasie czaił się dość nieprzyjemny "zjazd" po bardzo grząskim piachu. Ja poleciałem po singlu i strasznie mnie wyhamowało, za to Adam pojechał środkiem i zrobił nade mną dobrych kilkanaście metrów przewagi. W tej konfiguracji skończyliśmy pierwsze koło.
NA drugim zaczęło się największe utrudnienie - wsadzanie dubli. Na trasie pojawiły się dzieci z rodzicami, ludzie z koszykami i na składakach(SUPER normalnie, fajna atmosfera byla!) i inne cuda(koleś na szosówce!). Adam krzyczał do nich standardowo "Lewa moja" a ja darłem ryja, że "Proszę mi zostawić miejsce z lewej" etc. co dało mi sporą przewagę i ładnie doszedłem do Adama. Mimo wszystko nie zamierzał odpuścić i na 3 kółku na asfalcie znowu zrobił trochę przewagi, już myślałem, że nie dam rady do niego dojść, a tu na wspominanym wcześniej piachu widze przed sobą i kilkoma wolniejszymi rowerzystami latające siodełko - Adam wyciął klina w piachu. No i od tego miejsca jak już dosiadłem jego koła tak stwierdziłem - nie puszczam, jadę na 150%, w najgorszym wypadku gdzieś się wystrzelam i dojadę zajechany na metę. Tuż za końcem kółka(odpocząłem sobie za Adamem) A. przypuszcza atak, który skutecznie przetrzymuję, staram się dać zmianę i trochę współpracować z Adasiem - tak przejeżdżamy 3 kółko. Na 4 czas wyjść na jakąś mocniejszą zmianę - daję ją w równym tempie i po jakimś czasie Adam jest już jakiś kawałek za mną - moja szansa, teraz albo nigdy, jazda na 100% pod górkę i zostaję sam. Z góry dalsza część ucieczki i bardzo piękne akrobatyczne OTB i lądowanie gębą w piachu<mniam>. Plecy bolą, ryj piecze, ale co tam, trzeba uciekać, więc otrzepałem się tylko i dzida :-)
Reszta to już generalnie wyścig z samym sobą i wiatrem. Dawałem ile mogłem, bo ciągle bałem się, że wypracowana przewaga jest za mała i w końcu dojdzie mnie Adam, a przez dublowanych zawodników ciężko było się połapać czy nie ma go gdzieś blisko.
Ostatecznie wpadłem 1szy na metę po przejechaniu 63km. Pomimo tego, że trasa nie była nawet trochę trudna, to same zawody(drugi dzień z rzędu) dały mi nieźle w kość, plecy bolą jeszcze dzisiaj, jak się okazało na mecie jestem też trochę poobdzierany, poza tym sam fakt zaginania się przez dobrze ponad 2h(kiedy w planach było max 1) też odbił się na poziomie zmęczenia.
Odnośnie organizacji - szkoda, że nie rozdzielono kategorii(znaczy start był podzielony, ale zróżnicowanie startujących było takie, że te duble to zakładałem na każdym okrążeniu poza 1szym, a dzieci jechały gdzieś do jakiegoś 7-8), było też trochę kłopotów z osobami pilnującymi trasy, poza tym bardzo fajnie, super klimat, może nie tyle na ściganie co na rodzinną imprezę, ciekawy folklor lokalny(jeszcze przed startem przewinął się nam jakiś nachlany gościu w kowbojskim kapeluszu z garem i chochlą krzycząc do kierowcy karetki żeby "nie pierdolił tylko wychodził się napić" :-D ). Do tego bardzo ładny puchar i plecak nagród(kask, licznik, rękawiczki), super posiłek regeneracyjny(szaszłyk, kiełbaska), którego można było się najeść do bólu.
Impreza in +. satysfakcja z objechania Adama - ogromna :-P

PS. Dzięki dla Ani, która zauwazyła i zaliczyła mi 5te kółko(uff, o mały włos znowu miałbym problemy z podium).



Kategoria >50, Składem, Zawody, Maraton


Dane wyjazdu:

79.85 km 0.00 km teren
02:45 h 29.04 km/h:
Maks. pr.:48.00 km/h
Temperatura:26.0
HR max:161 ( 81%)
HR avg:134 ( 67%)
Podjazdy:230 m
Kalorie: 2868 kcal

09.06.2011

Czwartek, 9 czerwca 2011 · dodano: 09.06.2011 | Komentarze 0

Odcinek między Nałęczowem a Przybysławicami - porażka. Byłem tam z 1,5miecha temu(na fragmencie) i był remont, więc myślałem, że do tej pory będzie świeżutki pyszny asfalt, a tu padaka że się jechać nie dało, przełajowe klimaty, kurzu od zajebania i do tego jeszcze światła co kawałek.
No ale poza tym to przyjemnie się pomykało :-)
Kategoria >50, Solo