Info:

avatar Ten blog rowerowy prowadzi zwirek z miasteczka Lublin/Głowaczów. Mam przejechane 25037.33 kilometrów w tym 2128.01 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.82 km/h.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Poprzednie lata:

2010:
button stats bikestats.pl
2011:
button stats bikestats.pl

Wykres roczny:

Wykres roczny blog rowerowy zwirek.bikestats.pl

Jakiśtam licznik:

Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2012

Dystans całkowity:920.61 km (w terenie 88.00 km; 9.56%)
Czas w ruchu:31:47
Średnia prędkość:28.97 km/h
Maksymalna prędkość:71.00 km/h
Suma podjazdów:3505 m
Maks. tętno maksymalne:193 (97 %)
Maks. tętno średnie:184 (92 %)
Suma kalorii:21004 kcal
Liczba aktywności:17
Średnio na aktywność:54.15 km i 1h 52m
Więcej statystyk

Dane wyjazdu:

60.85 km 0.00 km teren
01:59 h 30.68 km/h:
Maks. pr.:55.00 km/h
Temperatura:
HR max:180 ( 90%)
HR avg:139 ( 70%)
Podjazdy:157 m
Kalorie: 1277 kcal

10.08.2012

Piątek, 10 sierpnia 2012 · dodano: 17.08.2012 | Komentarze 0

Na pobudzenie przed niedzielnym ściganiem, po tygodniu obijania.
Kategoria >50, Solo


Dane wyjazdu:

48.32 km 0.00 km teren
01:34 h 30.84 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max:184 ( 92%)
HR avg:137 ( 69%)
Podjazdy:132 m
Kalorie: 1010 kcal

08.08.2012

Środa, 8 sierpnia 2012 · dodano: 08.08.2012 | Komentarze 0

Ogólnie to jakoś dziwnie. Miałem sobie zrobić jakiś mocniejszy trening, ale po pracy wpadłem na chatę i położyłem się na chwilę do łóżka wyklikać coś tam na telefonie i.. zasnąłem. Obudziłem się trochę przed 18 i już wiedziałem, że będzie ciężko się zebrać. Po milionie dylematów wylazłem na dwór z zamysłem pojechania do Dysa, ale przeszło mi po kilkuset metrach. Noga jak z waty, a tętno w dziwnym dołku, do tego czułem się jakbym ciągle spał. No to się pokręciłem na spokojnie przez półtorej godziny. Nie udało się odnaleźć drogi (zaznaczonej na bikemapie) z radawca do radawczyków, ale pozwiedzałem sobie okolice :-P
Kategoria <50, Solo


Dane wyjazdu:

23.07 km 15.00 km teren
01:09 h 20.06 km/h:
Maks. pr.:35.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:147 ( 74%)
HR avg:121 ( 61%)
Podjazdy:232 m
Kalorie: 578 kcal

06.08.2012

Poniedziałek, 6 sierpnia 2012 · dodano: 06.08.2012 | Komentarze 0

Relaksik, na dworze parno, gorąco, a do tego dziki wiatr i chmury zwiastujące jakąś ulewę. Krótko i spokojnie, na rozkręcenie nogi.
Kategoria <50, Solo


Dane wyjazdu:

38.12 km 33.00 km teren
01:45 h 21.78 km/h:
Maks. pr.:53.00 km/h
Temperatura:29.0
HR max:187 ( 94%)
HR avg:172 ( 86%)
Podjazdy:564 m
Kalorie: 1584 kcal

05.07.2012 Maraton Szczebrzeszyn

Niedziela, 5 sierpnia 2012 · dodano: 05.08.2012 | Komentarze 2

Wczoraj o 22 odebrałem wiadomość od Przemo, że może zabrać mnie na Ogóra do Szczebrzeszyna, dobra chwila zastanowienia, bo po 150km to wiedziałem, że w nodze będzie ładna bomba, no ale jako, że start za friko, to tylko dojazd pociągnie po kieszeni i w sumie można zaryzykować, a w razie padaki przejechać 4fun. No to pobudka dzisiaj o 6.15, ogarniawka, ugotowana turboowsianka i 0 8.30 wyjeżdżamy. W drodze w aucie dobra atmosfera, pełen relaks i widać, że nie ma napiny na wynik, nawet u mnie :-P, a na miejsce dojeżdżamy ze sporym zapasem. Szybkie dopchanie się jakimś rogalikiem i rejestracja i stajemy na starcie. Nieudany wystrzał pistoletu, ale ruszamy. Pilnuję czołówki z Kermitem, Czaplą, Gelem, a zaraz obok mnie mam Dawida. Na początek wyczesana góra, na którejś jakiś nieznajomy zaczyna narzucać tempo, trzymamy koło i po chwili delikwent zwalnia, ale nie ma komu gonić i ciągle trzymamy się całą wielką grupą. Potem zjazd szybkim wąwozem i już zostajemy w trzech z Grzśkiem i Tomkiem, ale na kole czuć oddech Gela. Potem przestrzelony minimalnie zakręt i Tomek odjeżdża na kilkadziesiąt metrów, a grupka zwiększa się o zawodników BSK i Gela. Tak kontynuujemy próbując najść Tomka, który jest jednak bezkonkurencyjny na zjazdach i po jakimś czasie odjeżdża nam na tyle, że, przynajmniej ja, tracę go z pola widzenia. Po szybkim zjeździe po polu, przestrzelam znaczek ze skrętem w lewo i cała grupa jedzie za mną, robimy krótki podjazd i zjazd i orientujemy się, że jest jakaś lipa, wracamy tracąc dobre kilka minut, przed nami pojawiają się inni zawodnicy, których kolejno wyprzedzamy. Po całkiem sztywnym i trzymającym podjeździe zostaję sam z kolegą z Miodu jedziemy mocno do przodu dając sobie zmiany i wzajemnie się wspierając, w końcu dochodzimy do kolejnego zawodnika z BSK i zaczyna się dłuugi zjazd polną drogą z taką ilością kurzu, że czasem czułem się jakbym jechał w szklance mleka, bez wyolbrzymiania. Tutaj zaczynam tracić i niestety brakuje mi "jaj" na zjeżdżanie w tempie 40+ totalnie nie widząc po czym jadę, tym bardziej, że na poprzednim zjeździe ledwo wybrałem dół na pół koła i nie wiedziałem jakie podobne niespodzianki mogą mnie jeszcze czekać. Na końcu zjazdu dochodzę znowu do zawodnika z BSK, ale nie tego z którym wcześniej jechałem, mijam go i przestrzelam kolejny zakręt, ale szybko się orientuję, wracam i odrabiam straty pod górę, kolejny raz mijając tego samego kolegę. Jadę do przodu, mija mnie koleś na stalowym Giancie, bez amora, ba nawet nie wiem czy miał SPDy, a pod te górę popruł jak zwariowany, nie było opcji na siądnięcie w koło, szacuneczek (nie jestem tylko pewien czy nie jechał czasem krótszego dystansu). Na horyzoncie pojawia mi się następna osoba i decyduję się gonić za wszelką cenę. Wyprzedzam na pełnym gazie i kolega nie łapie się na moje plecy, niestety zostaję zmylony przez kolejną jadącą przede mną osobę, która skręca w lewo, jadę tak samo i orientuję się, że znowu się pomyliłem. Wracam, koleś któego minąłem jest już nie do dogonienia, a dodatkowo przed nosem na niezłym gazie przelatuje mi Kermit z gościem z Miodu. Gonię w trupa, bo wiem, że już blisko do mety. Mijam chłopaków na pełnej prędkości i zaczynam zjazd do mety. Skręcam nie w tą krzyżówkę co trzeba, wracam, zjeżdżam dalej, na szczęście Grzesiek i Miód nie zdążyli mnie kolejny raz wyprzedzić. Na metę wjeżdżam 5ty, padaka, ale cieszy mnie fakt, że Przemek był trzeci. Do tego zostaję powitany przez Brania perłą prosto z lodówki, która już w ogóle poprawia mój nastrój znikając w dosłownie kilka minut :-D Potem rozdanie nagród (za pierwsze miejsce wycieczka do Lwowa :o :o :O) pogadane, biesiada przy wyczesanym bigosie i z powrotem do domu.

Wnioski - nie zawsze warto się spieszyć. :-P

Trasa - kurcze ostatnie ogórki strasznie mnie pozytywnie zaskakują - było trochę sztywniejszych hopek, wszędobylski kurz dawał się mocno we znaki, do tego bardzo długie zjazdy w wąwozach i prawie zero asfaltów - miodzio, pełna satysfakcja, szczególnie, że za darmo.

Aaa i pomimo czarnego kota, który przebiegł nam drogę jak jechaliśmy na wyścig udało się wreszcie przełamać złą passę i nie złapać kapciocha, bomba! :-D

Edzia:
Jeszcze zapomniałem dodać informacji o jakże zaciętym finiszu z Grzegorzem, który udało mi się wygrać o "pół roweru", i to pewnie tylko dlatego, żę (tutaj można sobie dopisać jeszcze trochę fikcji).. Szkoda tylko, że dopadła mnie amnezja i dowiedziałem się o całym zajściu dopiero z bloga Grzesia :-D
Kategoria <50, Maraton, Zawody


Dane wyjazdu:

151.76 km 0.00 km teren
05:05 h 29.85 km/h:
Maks. pr.:69.00 km/h
Temperatura:
HR max:170 ( 85%)
HR avg:134 ( 67%)
Podjazdy:700 m
Kalorie: 3172 kcal

04.08.2012

Sobota, 4 sierpnia 2012 · dodano: 04.08.2012 | Komentarze 0

Tydzień temu Mikołaj na weekendzie zakminił, że, jako, że nie ma żadnych fajnych wyścigów, to można by w tym tygodniu sieknąć jakiś dłuższy spokojny trening. Proponował południowe okolice i tak też wybraliśmy. Pojechane na Batorz, potem Modliborzyce i przez Szastarkę i Zakrzówek do domu. GPS w telefonie coś mi przyświrował i nawet na endomondo pokazuje mi tylko drogę do Bychawy, więc nie wiem ile tam przewyższeń wyszło (dane z bikemapa), ale po drodze było kilka fajnych hopek. Na starcie pogoda nas nie rozpieszczała i zapowiadało się na deszcz, mgliście dookoła i bardzo ciężkie powietrze nie ułatwiało jazdy, ale tętno jakoś mi nie szalało, oscylowało wręcz dziwnie nisko i spokojnie. Całą drogę równym tempem, zgubiliśmy się tylko raz w sumie, ale to po popasie w Modliborzycach, więc jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Pokropiło tylko przez chwilę, poza tym przyjemne słoneczko i nie za wysoka temperatura. Asfalty w tamtych okolicach - takie sobie. Raz dziury, że mało mi sztuczna szczęka nie wypadła, a raz gdzieś na zadupiu pośród pól piękny nowiutki unijny asfalcik.
Kategoria >100, >150, Składem


Dane wyjazdu:

105.07 km 0.00 km teren
03:28 h 30.31 km/h:
Maks. pr.:71.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:177 ( 89%)
HR avg:138 ( 69%)
Podjazdy:411 m
Kalorie: 2263 kcal

02.08.2012

Czwartek, 2 sierpnia 2012 · dodano: 02.08.2012 | Komentarze 0

Solo na spokojnie. Wiało nieprzyjemnie, do tego jakoś tak duszno i w ogóle padaka, czuć w nodze wczorajszą jazdę. Po 70km w sumie miałem dość, ale ostatecznie jakoś zmusiłem się na dojechanie do tej paki. Myślałem, że może gdzieś po drodze złapię Pana Kadencję i Ifsona, ale jakoś nie udało się ich trafić, chociaż w sumie wiedziałem gdzie jadą. Na drodze Sieprawice->Jastków ciekawy incydent, bo wyjechał mi przed nos z budowy obwodnicy wywrotką i puścił mi strzałę w prawo, żebym go sobie wyprzedził, chociaż wcale mi się nie chciało :-P Ale jak już puścił to zacząłem go łykać, a tu z za zakrętu fura, on po heblach, ja tyż, w końcu schowałem się za niego, chyba na przeproszenie mrygnął mi awaryjkami i zaraz znowu prawy migacz i zwalnia i mnie puszcza :o lol pierwszy raz z czymś takim się spotkałem :-D W ogóle dzisiaj jakoś mili kierowcy się mi trafiali, w Garbowie na skrzyżowaniu też mnie babka wpuściła za tira, tak, że sobie mogłem kawałeczek poklapić (stąd również wziął się vmax).
Kategoria >100, >50, Solo


Dane wyjazdu:

78.48 km 0.00 km teren
02:28 h 31.82 km/h:
Maks. pr.:59.00 km/h
Temperatura:27.0
HR max:187 ( 94%)
HR avg:151 ( 76%)
Podjazdy:151 m
Kalorie: 1833 kcal

01.08.2012

Środa, 1 sierpnia 2012 · dodano: 01.08.2012 | Komentarze 0

Takie tam kręcenie niby-interwałów. Czułem się wypoczęty, chociaż ostatnie dwie noce jakoś tak znowu krócej spałem, więc nie było przeciwwskazań żeby się trochę przekatować. Mimo tego tętno zbetoniałe już od samego początku, do tego wiało mi przez pierwsze trzy prosto w plecy w związku z czym wkręcanie się na obroty nie szło jakoś gładko, potem dwa pod wiatr, na ostatnim już myślałem, że nie rozkręcę tyle co ma być, ale jakoś się dogiąłem i poszło. Niby zrobione wszystko, ale jakoś tak w porównaniu do zeszłego tygodnia mniej satysfakcjonująco.
Kategoria >50, Solo