Info:
Więcej o mnie.
Moje rowery:
Wykres roczny:
Historia:
- 2012, Sierpień17 - 3
- 2012, Lipiec19 - 0
- 2012, Czerwiec16 - 2
- 2012, Maj19 - 10
- 2012, Kwiecień16 - 1
- 2012, Marzec11 - 2
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń6 - 0
- 2011, Listopad10 - 3
- 2011, Październik8 - 0
- 2011, Wrzesień14 - 4
- 2011, Sierpień18 - 8
- 2011, Lipiec15 - 4
- 2011, Czerwiec22 - 8
- 2011, Maj24 - 13
- 2011, Kwiecień22 - 20
- 2011, Marzec22 - 15
- 2011, Luty3 - 5
- 2011, Styczeń8 - 7
- 2010, Grudzień5 - 0
- 2010, Listopad10 - 7
- 2010, Październik13 - 2
- 2010, Wrzesień16 - 7
- 2010, Sierpień13 - 1
- 2010, Lipiec39 - 2
- 2010, Czerwiec21 - 6
- 2010, Maj23 - 4
- 2010, Kwiecień21 - 2
- 2010, Marzec20 - 1
- 2010, Luty2 - 0
- 2010, Styczeń1 - 0
Jakiśtam licznik:
Dane wyjazdu:
131.50 km
1.00 km teren
04:26 h
29.66 km/h:
Maks. pr.:59.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max:191 ( 96%)
HR avg:154 ( 77%)
Podjazdy:474 m
Kalorie: 3874 kcal
Rower:Merida Road Race 904
21.04.2012
Sobota, 21 kwietnia 2012 · dodano: 22.04.2012 | Komentarze 0
Było w planach 5-6h no i podobny dystans, wyszło jak zwykle ;-)Na stację przyjechał Mietek, Patrycja i Karol. Jako, że czasu było oporowo to stwierdziliśmy z Mieciem, że jedziemy do Kazimierza, a kto będzie chciał odłączy się w trakcie. Miał być total lajt a tu od samego początku zaciągi. Najpierw Miecio jak zwykle wydarł do przodu, potem Karol :o zaczął coś świrować przed Motyczem no i ja swoje chyba też dołożyłem ;-) Także w Wojciechowie było nas już tylko troje i pojechaliśmy dalej przez Niezabitów, zaraz za którym odłączyła się Patrycja i zostałem sam z Markiem. Miecio wykminił jakąś "lepszą drogę", tak, że po jakimś czasie asfalt urwał się zupełnie, ale kto jak nie ja, po ubitym i szosą da radę, wiadomo ;-) Przed samym Kazikiem na horyzoncie pojawił się ktoś na szosie i udało się dojechać na koło, zgadaliśmy się na wspólny powrót przez Opole. Nowy ziomek kopsnął jedną mocną zmianę na początku pod górę, licząc chyba, że mu się uda nas pourywać, ale nie wyszło i dalej tak sobie jechaliśmy trochę obok siebie czekając na Marka. Koniec końcow ostatecznie pożegnaliśmy się z Markiem pod Opolem bo poszła klapa za jakimś passatem na holu, który powoli się rozpędzał i tak we dwóch jechaliśmy sobie do Lublina.



