Info:
Więcej o mnie.
Moje rowery:
Wykres roczny:
Historia:
- 2012, Sierpień17 - 3
- 2012, Lipiec19 - 0
- 2012, Czerwiec16 - 2
- 2012, Maj19 - 10
- 2012, Kwiecień16 - 1
- 2012, Marzec11 - 2
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń6 - 0
- 2011, Listopad10 - 3
- 2011, Październik8 - 0
- 2011, Wrzesień14 - 4
- 2011, Sierpień18 - 8
- 2011, Lipiec15 - 4
- 2011, Czerwiec22 - 8
- 2011, Maj24 - 13
- 2011, Kwiecień22 - 20
- 2011, Marzec22 - 15
- 2011, Luty3 - 5
- 2011, Styczeń8 - 7
- 2010, Grudzień5 - 0
- 2010, Listopad10 - 7
- 2010, Październik13 - 2
- 2010, Wrzesień16 - 7
- 2010, Sierpień13 - 1
- 2010, Lipiec39 - 2
- 2010, Czerwiec21 - 6
- 2010, Maj23 - 4
- 2010, Kwiecień21 - 2
- 2010, Marzec20 - 1
- 2010, Luty2 - 0
- 2010, Styczeń1 - 0
Jakiśtam licznik:
Dane wyjazdu:
75.25 km
65.00 km teren
05:12 h
14.47 km/h:
Maks. pr.:49.00 km/h
Temperatura:30.0
HR max:191 ( 96%)
HR avg:167 ( 84%)
Podjazdy:1900 m
Kalorie: 6946 kcal
Rower:Maxim Helios
22.05.2011 ŚLR NOWINY
Niedziela, 22 maja 2011 · dodano: 22.05.2011 | Komentarze 0
Wyniki:W kategorii - 16/39(tylko 17 wjechanych w limit)
Open - 39/111(44 zostało po odstrzale na limicie)
Czas 5:20:42(8 minut zmarnowane na bufetach/rozciąganiu itp.)
Co by tutaj.. No zgubiłem bidon tym razem, z moją przykrywką od bidonu na szosę( :[ ).. Do tego zaginała mi się rurka od bukłaka do drugiego bufetu, gdzie dopiero zajarzyłem co jest nie tak i zacząłem normalnie pić.. Raz złapały mnie skurcze, pewnie z odwodnienia, ale udało się wsiąść na rower i rozruszać i już dalej jakoś się jechało. Organizator dał totalnie dupy mocno wyśrubowując limity(szczególnie że rzeczone wcześniej 7m błota zmieniło się w niezłe błotne odcinki poprzedniej nocy) i wielu zawodników nie wjechało w ogóle na dalszą część Mastera. Wieści powiadają, że na pierwszych 23km było do zrobienia aż 1000m przewyższenia, czyli ponad połowa tego co było na całym dystansie. Co do samej trasy - zajebista, zjazdy takie, że normalnie ciarki przebiegały po plecach, często sprowadzałem niestety(brakuje techniki, oj brakuje, ale gdzie tu u nas takie cuda poćwiczyć?).. Łykałem sporo ludzi na podjazdach, ale dawało to tylko tyle, że hamowałem ich na zjazdach później :-P Na 10km przed metą wydało mi się, że mignął mi za plecami elhm i to dodało mi sił, żeby mu uciekać, chociaż i tak sporo podejść z buta zaliczałem.
Podsumowując: maraton in plus, wynik, myślę, że zadowalający, a najbardziej cieszy to, że zdążyłem na limit i przejechałem całą trasę(domyślam się, że gdyby nie było limitu miałbym gorsze miejsce). Znowu zassałem sporo doświadczenia - zarówno w kwestii zjazdów jak i podjazdów po trudniejszym terenie(no może nie przesadzajmy, ale te kamyki, patyki i korzenie to trochę wkurzały, do tego długość tych górek - powalająca). No i dotarłem nowe klocki hamulcowe z tyłu w fałkach :-D
PS1. Bukłak Szymka normalnie uratował mi życie, DZIĘKI!
PS2. Podziękowania dla Bartka Anemii, fajnie śpiewał na trasie dodając nam obu(chyba) otuchy :-P
No i na koniec jakieś tam foto z Bartkiem:



