Info:
Więcej o mnie.
Moje rowery:
Wykres roczny:
Historia:
- 2012, Sierpień17 - 3
- 2012, Lipiec19 - 0
- 2012, Czerwiec16 - 2
- 2012, Maj19 - 10
- 2012, Kwiecień16 - 1
- 2012, Marzec11 - 2
- 2012, Luty3 - 0
- 2012, Styczeń6 - 0
- 2011, Listopad10 - 3
- 2011, Październik8 - 0
- 2011, Wrzesień14 - 4
- 2011, Sierpień18 - 8
- 2011, Lipiec15 - 4
- 2011, Czerwiec22 - 8
- 2011, Maj24 - 13
- 2011, Kwiecień22 - 20
- 2011, Marzec22 - 15
- 2011, Luty3 - 5
- 2011, Styczeń8 - 7
- 2010, Grudzień5 - 0
- 2010, Listopad10 - 7
- 2010, Październik13 - 2
- 2010, Wrzesień16 - 7
- 2010, Sierpień13 - 1
- 2010, Lipiec39 - 2
- 2010, Czerwiec21 - 6
- 2010, Maj23 - 4
- 2010, Kwiecień21 - 2
- 2010, Marzec20 - 1
- 2010, Luty2 - 0
- 2010, Styczeń1 - 0
Jakiśtam licznik:
Dane wyjazdu:
102.72 km
0.00 km teren
03:22 h
30.51 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max:184 ( 92%)
HR avg:159 ( 80%)
Podjazdy:360 m
Kalorie: 2212 kcal
Rower:Merida Road Race 904
14.11.2010(uważajcie na niebezpiecznych żuli)
Niedziela, 14 listopada 2010 · dodano: 14.11.2010 | Komentarze 5
A dzień zaczął się tak pięknie. Do 2giej na imprezce, potem dobrze się wyspałem.i ustawkaz z Michałem, Markiem i Krzyśkiem. Pojechaliśmy więc pod wiatr na początku trochę się obijając, dopiero po wjeździe do Prawiednik conieco się rozkręciło i zaczeliśmy równiej jechać. niestety przed Bychawą pożegnaliśmy się z Krzyśkiem, którego trapił brak siły po przebytej chorobie i dalej polecieliśmy w trzech. Całą drogę do Zarzówka zmagaliśmy się z niesprzyjającym wiatrem, więc jak już złapaliśmy go w żagle to zaczęliśmy ładnie cisnąć. Miejscami tempo ~40 i lepiej. Aż do Kiełczewic leciało nam się bosko, łapaliśmy z Michałem krótkie zmianki i tempo biło pod 50kmph. Niestety pod sklepem w Kiełczewicach prosto pod moje koła(byłem z przodu akurat) wylazł pan najebany żulicho w ogóle nie oglądając się za siebie. Zdążyłem złapać za hamulce i trochę wyhamować, ale Michał juz nie. Odbił się ode mnie i poleciał na krawężnik - skutkiem czego ucierpiał i Michał i rower, na szczęście bez poważnych sktuków. Ja odbiłem się jeszcze od żula i jakoś utrzymałem równowagę. Potem to już tylko był fajt, policja i te sprawy, w związku z czym mieliśmy co najmniej 2h przerwę w treningu. Wracaliśmy z poobijanym Michałem już po ciemności do domu..Tak więc: Uważajcie na żuli na chodnikach!
Komentarze
michalbrodowski | 20:15 niedziela, 14 listopada 2010 | linkuj
babski :P ciekawe co ten żul zeznał? :)
Komentuj



